Saturday, 11 May 2013

Poznaj nasze opinie: Bóle pleców - który masaż najskuteczniejszy?

Relaksacyjny, balijski czy hawajski - te masaże polecane są często jako sposób na rozluźnienie ciała i umysłu, ogólne odprężenie. W przypadku nieprawidłowego lub wzmożonego napięcia mięśniowego optymalny zdaje się być masaż głęboki.


Nim jednak oddasz się w ręce masażysty, konieczna jest konsultacja lekarska


Bóle pleców to uciążliwy problem, dotykający prawie każdego z nas.

Jak wynika z badań i obserwacji doktora Krzysztofa Kassolika, wieloletniego kierownika Zespołu Fizykoterapii, Masażu i Balneoklimatologii Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, autora licznych publikacji na temat masażu leczniczego, współautora dokumentacji karty oceny pacjenta, z bólami odcinka lędźwiowo-krzyżowego kręgosłupa zmaga się przynajmniej raz w życiu około 80% osób.

Gdyby wziąć pod uwagę także dolegliwości okolicy szyjnej, objawiające się często migrenami czy bólami między łopatkami, wynik będzie zapewne jeszcze wyższy. Bóle pleców mogą powodować takie stany jak lęk czy depresja, sprzyjać bezsenności, wzrostowi napięcia mięśniowego, a w efekcie ograniczeniu zakresu ruchów. Jednym słowem: powodują obniżenie jakości życia. Czasem zaniedbana dolegliwość przechodzi w przewlekły problem, skutkujący niezdolnością do pracy. Odpowiednia profilaktyka mogłaby tymczasem znacznie zredukować te zagrożenia.
Zacznij od lekarza

Jedną z uznanych metod profilaktyki bólu pleców jest masaż. Który jednak wybrać, by im zapobiec lub niwelować dolegliwości? Na to pytanie można odpowiedzieć po konsultacji internistycznej i ewentualnie specjalistycznej, jeśli lekarz pierwszego kontaktu ją zaleci. Wizyta u lekarza i ewentualna diagnostyka przed masażem są ważne choćby dlatego, że bóle dolnego odcinka kręgosłupa mogą w niektórych przypadkach być sygnałem poważnych chorób, w tym niezwiązanych wyłącznie z kręgosłupem: reumatoidalnego zapaleń stawów, nowotworów, tętniaka aorty brzusznej, problemów z nerek czy narządem rodnym u kobiet. W przypadku odcinka szyjnego bóle mogą być mylone z problemami naczyniowymi czy zmianami w mózgu. Diagnostyka różnicowa jest zatem szalenie ważna przed podjęciem właściwego leczenia, jakim może być, ale nie musi, masaż.
Szukając przyczyny

Wybór masażu jest uzależniony przede wszystkim od pierwotnej przyczyny dolegliwości. W przypadku stresu i wzmożonego napięcia mięśniowego idealny będzie masaż, który spowoduje rozluźnienie nie tylko ciała i mięśni, ale także przyniesie odprężenie dla ducha i umysłu. W takich przypadkach warto skorzystać z masażu relaksacyjnego, czasem z elementami terapii, masażu hawajskiego lub balijskiego.

W przypadku dolegliwości związanych z nieprawidłowym lub wzmożonym napięciem mięśniowym, przemęczeniem mięśni lub wadą postawy skuteczne okazują się masaże lecznicze, których techniki nakierowane są na konkretny problem. Wśród takich masaży jednym z najskuteczniejszych okazuje się masaż tkanek głębokich, znany potocznie jako masaż głęboki. Skuteczność tego masażu polega przede wszystkim na jego zdolności do poprawiania pracy poszczególnych tkanek poprzez rozluźnienie, wydłużenie i zlikwidowanie zrostów oraz nieprawidłowych wzorców ruchowych. Masaż zawiera elementy stretchingu (rozciąganie mięśni), co dobrze wpływa na likwidację bólu i punktów spustowych, czyli miejsc nadwrażliwych, wyczuwalnych manualnie, reagujących na dotyk, częstych sprawców bólów promieniujących.
Masaż głęboki nie boli

Masaż głęboki zawsze powinien być poprzedzony diagnostyką funkcjonalną pacjenta, która obejmuje nie tylko analizę wyników klasycznych badań (zdjęcie rentgenowskie, usg, badania laboratoryjne), ale i specyficzne testy, pozwalające na ocenę wybranych obszarów ciała. Jest ich naprawdę sporo. Tylko w obrębie odcinka szyjnego przeprowadza się choćby testy: Kerninga, Naffzingera, De Kleyna czy badanie kompresyjne. Jeśli wybrany przez ciebie masażysta o nich nie słyszał, lepiej pomyśleć o innym gabinecie.

Wbrew wyobrażeniom, opartym głównie o nazewnictwo, masaż głęboki nie jest masażem bolesnym i nie jest wykonywany przy użyciu szczególnej siły. Często rozpoczyna się od opracowania tkanek powierzchownych i praca taka jest bardzo subtelna. Mitem w ogóle, w przypadku tego i innych masaży terapeutycznych, jest pogląd, że skuteczny masaż powinien boleć. Wręcz przeciwnie: masaż powinien być bezbolesny, aby nie wywoływać jeszcze większego napięcia mięśniowego.

Przeciętna sesja masażu głębokiego trwa 30-45 min i jej efekty mogą być natychmiastowe. Nie dajmy się zatem zwieść masażystom, którzy przed przystąpieniem do masażu wiedzą, że problem będzie wymagał 10 wizyt. Każdy przypadek jest inny, a efekty są czasem tak spektakularne, że wystarczy jedna sesja, aby ból minął. Podobnie jest z efektami masażu. Osobniczo może on się wahać od kilku dni do kilku miesięcy. Wszystko zależne jest od naszego trybu życia, aktywności fizycznej i dbałości o własne ciało. Pamiętajmy też, że wybierając się do terapeuty na masaż głęboki warto spytać czy osoba taka ukończyła szkolenie z tegoż masażu i czy jest uprawniona do wykonywania tego rodzaju zabiegu. Niestety, można spotkać "masażystów", którzy podejmują się wykonania zabiegu po zobaczeniu instruktażu w internecie, bez uprzedniej edukacji pod okiem specjalisty.

Prawidłowo przeprowadzony masaż głęboki okazuje się skuteczny w leczeniu bólów towarzyszących wielu schorzeniom. Mniej skutecznymi technikami w problemach bólowych są inne masaże lecznicze, w tym klasyczny, segmentalny, funkcyjny i poprzeczny (który jest dość bolesny).
Schudnij, rusz się...

Ból pleców to zmora naszych czasów, nieprzypadkowo uznana za chorobę cywilizacyjną. Przyczyną problemu niejednokrotnie są: siedzący tryb życia, otyłość (kręgosłup ma swoją wytrzymałość), brak aktywności ruchowej na co dzien. Zatem masaż w niektórych przypadkach będzie niwelował tylko objaw, a prawdziwa przyczyna spowoduje nawrót dolegliwości i konieczność kolejnych wizyt u masażysty czy fizjoterapeuty. Dobry terapeuta na pewno zauważy jednak, w czym tkwi problem i wskaże właściwą drogę postępowania.

Rafał Uryzaj jest fizjoterapeutą, absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu (kierunek fizjoterapia). Właściciel i nauczyciel w szkole Body-Relax w Warszawie, współwłaściciel i redaktor portalu branżowego , poświęconego masażowi. Wspiera też rozwój wirtualnego katalogu masażystów w Polsce.
Źródło: Gazeta.pl

Wpis: Polonijne Centru Fizykoterapii i Rehabilitacji w Manchesterze - Polska Klinika Manchester Eccles - tel. 0161 707 1983

Friday, 10 May 2013

Poznaj nasze opinie: Seks, słońce, słodycze: przepis na szczęście?

Trzy razy "s"... i życie jest piękne!


Kochaj się, wyjdź z domu, w ostateczności sięgnij po łakocie, a skutecznie doładujesz się serotoniną, a ona, nieprzypadkowo, nazywana hormonem szczęścia.


Nie musisz ich stosować równocześnie: gdy leje, a ty jesteś na diecie, zawsze pozostaje miłość...

Serotonina to ważny neuroprzekaźnik, w znacznym stopniu odpowiedzialny za nasz nastrój, a także funkcjonowanie układu pokarmowego, i w efekcie zdrowie ogólne. Gdy jej produkcja zostanie skrajnie zaburzona, może dojść do poważnych problemów emocjonalnych, a nawet groźnej dla życia depresji.

Istnieją podejrzenia, że wciąż nie do końca rozszyfrowany syndrom nagłej śmierci łóżeczkowej u niemowląt może być skutkiem braku serotoniny. U malucha dochodzi bowiem do skrajnego spadku tętna i temperatury ciała. Takie objawy towarzyszą właśnie niedoborowi serotoniny. U osób dorosłych objawy nie są jednak tak ostre, a przebieg zaburzeń dynamiczny. Zwykle jest dość czasu, by zaobserwować niepokojące objawy. Podstawowy to długotrwały spadek nastroju, zazwyczaj wtórny do życia w przewlekłym stresie. Smutek, brak apetytu, ale i objadanie się (szczególnie słodyczami), brak chęci do życia...

Jeśli właśnie tak czujesz się niezależnie od okoliczności, warto porozmawiać z psychologiem, bądź psychiatrą. Także wtedy, gdy twoje wahania nastroju (od euforii do rozpaczy) stają się niezrozumiałe dla ciebie, bądź otoczenia. Dzisiaj pokonanie takich problemów, dzięki powstaniu nowoczesnych leków z grupy SSRI (pierwszym był słynny prozac), jest znacznie łatwiejsze. Te jednak są przeznaczone dla chorych.

Na co dzień każdy z nas ma wpływ na swój nastrój, a naturalne podniesienie poziomu serotoniny na pewno nie zaszkodzi. Zwłaszcza, że recepta jest łatwa, lekka i przyjemna. W znacznym uproszczeniu, ale z pewnością przydatnym, mieści się w zasadzie trzech "S": seks, słońce, słodycze.

Apetyt na węglowodany, czyli SŁODYCZE

Serotonina w odpowiedniej ilości nie tylko pomaga cieszyć się życiem, ale również gwarantuje spokojny sen, reguluje ciśnienie krwi, a nawet cykl miesiączkowy. Niestety, nie bierze się z niczego. Do jej produkcji niezbędny jest tryptofan, jeden z aminokwasów egzogennych, czyli takich, których nie wytwarzamy samodzielnie, ale musimy je dostarczyć w pożywieniu. Za dobre źródła tryptofanu uznawane jest mleko, sery, mięso, zwłaszcza ryby i indyka, banany, soja. Niestety, nie załatwia sprawy samo dbanie, żeby nie zabrakło ich w jadłospisie.

By odpowiednio dużo tryptofanu dostało się do krwi, potrzebne są cukry. To złożony mechanizm, który zasadniczo polega na tym, że przy diecie wysokobiałkowej tryptofan jest "rozrzedzony", gdyż musi konkurować z innymi aminokwasami. By wyeliminować chwilowo niechcianych rywali, mózg domaga się węglowodanów. Stąd, kiedy masz doła, nagle najchętniej zjadłbyś "coś fajnego": batonika, czipsy, lukrowane ciasteczko, czyli węglowodanową bombę, obfitującą w cukry łatwe do przyswojenia. Wówczas rośnie stężenie cukru we krwi, w efekcie i stężenie insuliny, która skutecznie "przenosi" aminokwasy z krwi do mięśni z tym, że tryptofanowi tego zrobić nie umie. Ten, nieblokowany już przez krewniaków, przedostaje się szybko do mózgu. Rośnie poziom serotoniny, odpowiedzialnej też za przekazywanie sygnału do ośrodka sytości w mózgu. Jest ci lepiej... Na krótko jednak.

Po dwóch, trzech godzinach działanie insuliny zostaje osłabione, aminokwasy wracają do krwi, a ty, zwłaszcza, gdy masz problemy z nadwagą, znowu czujesz się gorzej. Z jednej strony chętnie znowu byś coś przekąsił, z drugiej: lustro nie kłamie. Zajadanie stresów niejednokrotnie kończy się nadwagą. Powstaje groźne, błędne koło: pokonujesz stresy jedzeniem, stresujesz się, że jesz...

Chudzielcom z pewnością nie zaszkodzi, gdy poprawią sobie nastrój ze pomocą czekoladki. Nie tylko wspomoże produkcję serotoniny, ale i dostarczy magnezu, uchodzącego za pierwiastek antystresowy. Osobom, które nie mogą sobie pozwolić na łakocie, specjaliści radzą spożywanie produktów obfitujących w węglowodany złożone (pieczywo pełnoziarniste, makarony, muesli). Wolniej wchłaniane spowodują bardziej usystematyzowany, regularny przypływ serotoniny. Może bez euforii, ale i nowych problemów...

Szczególnie trzeba uważać na słodycze pełne tłuszczu (i dań tłustych generalnie). Nie dość, że same tuczą, to podejrzewa się, że mają wpływ na produkcję neuropeptydu (przekaźnika) galaniny, a ta znowu "zachęca" mózg to stałego zwiększania zapotrzebowania na wysokokaloryczne dania tłuste. Uważa się, że galanina może być jednym ze sprawców otyłości. Wprawdzie ostatecznych dowodów brak, ale ostrożność nie zaszkodzi.

Jak nie słodycze, to może SŁOŃCE?

Więcej światła! To nie przypadek, że w pochmurne dni trudno o dobry nastrój. Melatonina, czyli produkowany przez szyszynkę hormon regulujący nasz rytm biologiczny, jest pochodną wspomnianego tryptofanu. Kiedy za pomocą narządu wzroku (specjalne fotoreceptory zlokalizowane są w rogówce oka) organizm jest informowany o niedoborze światła, wzrasta produkcja melatoniny, robimy się ospali, a tryptofanu zaczyna brakować na produkcję serotoniny. W słoneczny, piękny dzień organizm odpuszcza sobie wytwarzanie, a przede wszystkim uwalnianie, melatoniny na dłużej, a nam chce się żyć.

Warto wiedzieć, że słońce działa nie tylko na fotoreceptory zgromadzone w oczach. Skóra pieszczona przez słoneczne promienie uwalnia beta-endorfinę, neuroprzekaźnik produkowany głównie w ośrodkowym układzie nerwowym. Substancja znajduje się też w różnych komórkach skóry i lubi słońce. Jest niezwykle przydatna, kiedy zapodziejesz różowe okulary. Działa przede wszystkim przeciwbólowo, ale i sprzyja wystąpieniu stanu euforii. Przecież entuzjazm i pogoda ducha to nie tylko serotonina. Zatem najlepiej łapać światło całym ciałem. Byle bez poparzeń słonecznych!

Oczywiście i w deszczowe dni, a nawet zimą, możemy sobie poradzić, niekoniecznie czekają na poprawę aury. Czasem wystarcza spacer (światła naprawdę jest więcej na zewnątrz, niż w pokoju przed komputerem) i zmiana diety. "Poważną" fototerapię, czyli leczenie światłem, z użyciem profesjonalnych lamp, oferują gabinety odnowy biologicznej czy poradnie medycyny naturalnej. Przeznaczona jest jednak raczej dla osób z objawami depresji sezonowej, a nie dla wszystkich, którzy chcieliby jeszcze bardziej cieszyć się życiem. Poleca ją i wielu lekarzy medycyny klasycznej, ale bez konsultacji z lekarzem pierwszego kontaktu, czy lekarzem prowadzącym (psychiatrą, neurologiem) metody stosować nie warto. Zwłaszcza, że są medyczne przeciwwskazania, a niektóre osoby po fototerapii mogą czuć się gorzej, niż wcześniej.

Pojawiają się głosy, że i zwykłe solarium pomaga: pozwala się rozluźnić, poczuć lepiej. Zarazem jednak wiadomo, że zdrowe nie jest. To nie przypadek, że w wielu krajach europejskich bardzo zaostrzono ostatnio przepisy dotyczące korzystania z solarium, a naukowcy z międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem IARC w Lyon, dostarczającej informacji dla WHO, uznali, że jest równie rakotwórcze, jak papierosy.

Solarium szkodzi, profesjonalna fototerapia kosztuje, pogoda bywa zawodna... Jest dla nas jakaś nadzieja?

Bezpieczny deser, czyli SEKS

Od niego nie przytyjesz... Są naukowe dowody, że jest zdrowy. I jeszcze wpływa pozytywnie na samopoczucie.

Wiadomo, że pod wpływem serotoniny zdecydowanie chętniej się kochamy. Okazuje się jednak, że proces przebiega dwustronnie. Oczywiście byłoby nadużyciem twierdzenie, że podczas stosunku stężenie serotoniny rośnie we krwi niebotycznie. jest skok, ale bez szaleństw. Zdecydowanie więcej powstaje wówczas dopaminy, ale to druga substancja uznawana za "hormon szczęścia". Wywołuje stan euforii, porównywalny do osiąganego po narkotykach, i poczucie ogromnego szczęścia.

Hormony uwalniane podczas seksu (niekoniecznie tylko w momencie orgazmu) działają antystresowo, relaksacyjnie, odprężają. W perspektywie pozwalają na zdrowy, głęboki sen. Nie do pogardzenia... Uwaga! Naukowo dowiedziono, że najwięcej korzyści daje spełnienie w stałym związku, a nie skok w bok. Zresztą ten drugi grozi chorobami przenoszonymi drogą płciową, a tych nie pokonasz dobrym samopoczuciem.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Rodzinny Manchester 01617071983

Poznaj nasze opinie: Viagra i jej tajemnice - 15 lat minęło

Sildenafil (Viagra to nazwa handlowa) trafił na rynek w 1998 roku i błyskawicznie zrobił na całym świecie karierę w leczeniu impotencji, chociaż nie jest afrodyzjakiem.


Wiemy już, że decyzja, by nie sprzedawać tego leku bez recepty, była słuszna. Co jeszcze lata doświadczeń ujawniły w kwestii "niebieskiej tabletki"?


Jak to z przełomowymi odkryciami bywa, na niezwykłą moc Viagry natrafiono przypadkowo. Początkowo sildenafil miał być lekiem na dusznicę bolesną i nadciśnienie tętnicze, a zwłaszcza na pierwotne nadciśnienie płucne.

W leczeniu tego ostatniego, rzadkiego schorzenia, znalazł zresztą zastosowanie (pod nazwą Revatio). Generalnie wyniki kliniczne przy pozostałych schorzeniach nie były tak zadowalające, jak życzyłby sobie producent. Zdecydowanie ciekawsze okazały się "skutki uboczne"sildenafilu: długotrwały wzwód.

Firma Pfizer błyskawicznie doceniła wagę wynalazku. Sildenafil został opatentowany w 1996 roku, a do sprzedaży trafił dwa lata później pod adekwatną nazwą Viagra (od sanskryckiego słowa wjaghra, czyli tygrys), a wkrótce wyrażenie "niebieska tabletka" kojarzyło się już tylko z jednym.

Niekoniecznie niebieska

O ile koncern Eli Lilly przez długi czas niepodzielnie czerpał zyski ze swojego sztandarowego patentu Prozacu, "niebieska tabletka" Pfizera szybko miała godnych konkurentów.

Patent udało się obejść i pojawiły się generyki: Kamagra (prod. Ajanta Pharma), polska Maxigra (Polpharma), czy Vizarsin (KRKA), niekoniecznie o charakterystycznym niebieskim odcieniu.

Pojawiły się też nowe leki, z innymi substancjami czynnymi, niż sildenafil, ale o podobnym działaniu: np. wardenafil (Levitra), tadalafil (Cialis), apomorfina (Uprima, Ixense). Ten ostatni lek wycofano jednak z rynku europejskiego w 2006 roku.

Na każdy problem

Kiedy Viagra wchodziła na rynek, specjaliści oceniali, że znajdzie co najmniej 50 milionów nabywców (w tym nawet dwa miliony w Polsce). I tylko przy skromnym założeniu, że sięgną po nią wyłącznie mężczyźni w realnej potrzebie, a nie także ci, którzy będą chcieli po prostu poprawić swoje seksualne wyniki.

Rzesza panów leczących się wówczas z powodu impotencji nie była tak liczna. Na tyle jednak ją szacowano, ale do specjalistów zgłaszało się zdecydowanie mniej potrzebujących. Z wielu przyczyn.

Część panów wierzyła, że spadek możliwości seksualnych z wiekiem, to proces naturalny. I po części tak jest, ale zdrowy mężczyzna w rzeczywistości może cieszyć się udanym seksem do późnej starości. Problemy pięćdziesięciolatków, ale i sześćdziesięciolatków, to wcale nie jest biologiczna norma.

Wielu mężczyznom łatwiej też było po prostu zrezygnować z seksu, niż zdecydować się na skomplikowaną diagnostykę. Zwłaszcza, że w perspektywie było leczenie, różne w zależności od przyczyny, ale często niezbyt przyjemne, a zarazem niekoniecznie skuteczne.

Tymczasem leki typu Viagra działają niemal zaraz po zażyciu tabletki, a ich skuteczność w leczeniu niemal wszystkich przyczyn impotencji jest oceniana na około 80%.

Zamiast upokorzeń, zastrzyków, protez...

Niejednego mężczyznę trudno namówić na wizytę lekarską w związku ze zmianami na skórze czy profilaktyką prostaty, a nawet chorób płuc. Cóż dopiero mówić o wizycie u seksuologa, czy urologa, w związku z impotencją.

Przekonanie partnera do takiego kroku z pewnością nie jest łatwe, ale stało się skuteczniejsze, od kiedy mężczyźni wiedzą, że być może leczenie będzie obejmowało przede wszystkim przyjmowanie doustnych tabletek.

Kiedyś, w przypadku impotencji na tle emocjonalnym, zalecana była, niejednokrotnie długotrwała, psychoterapia. Tymczasem mężczyzna, który o "tych sprawach" nie umie rozmawiać nawet z najbliższą, żywo zainteresowaną efektami leczenia, osobą, tym bardziej ma opory przed zwierzaniem się "obcym" specjalistom. Pigułkę łatwiej przełknąć.

W przypadku problemów organicznych, np. z krążeniem, stosowane było leczenie niezbyt przyjemne (np. iniekcje do penisa, sztuczne "pompki", drobne zabiegi operacyjne, etc.). I dzisiaj bywa, że te metody znajdują zastosowanie, jednak ośmiu na dziesięciu mężczyzn może "wyzdrowieć", przyjmując wyłącznie leki doustne.

Jak to działa?

Sildenafil nie pomoże, jeśli mężczyzna nie pragnie swojej partnerki. By pojawiał się wzwód, umożliwiający odbycie stosunku seksualnego, konieczne jest przynajmniej niewielkie podniecenie, które uruchomi procesy hormonalne.

Viagra nie jest żadnym legendarnym środkiem, o którym opowiadają sobie wyrostki. Nie wystarczy wrzucić jej do napoju wybrankowi, by ten nie mógł opanować żądzy. Zadaniem tego leku jest pomoc mężczyźnie, który bardzo "chce", ale z różnych przyczyn "nie może".

Wszystko zaczyna się w głowie. Mózg mężczyzny pobudzonego seksualnie wysyła sygnał do komórek nerwowych rdzenia prącia. Sterują one mięśniami gładkimi, których zadaniem jest ograniczanie dopływu krwi do ciał jamistych prącia. Dzięki temu panowie nie mają permanentnego, kłopotliwego przecież, wzwodu.

Komórki nerwowe, po otrzymaniu sygnału z mózgu, zaczynają wytwarzać tlenek azotu, uaktywniający enzym doprowadzający do rozluźnienia mięśni gładkich. To umożliwia napływ krwi do ciał jamistych penisa i wzwodu.

W naturalnych warunkach przyjazny enzym ma konkurencję, która blokuje jego działanie. W zdrowym ciele osiągana jest równowaga, a stała stymulacja pozwala wzwód utrzymać. U wielu mężczyzn jednak w wyniku stresów, zaburzeń hormonalnych czy problemów z układem nerwowym, wytwarzanie tlenku azotu jest za małe lub trwa zbyt krótko i w efekcie pojawiają się problemy.

Sildenafil, blokując działanie tego "przeszkadzającego" enzymu, pozwala długo utrzymać wzwód nawet wtedy, gdy produkcja tlenku azotu jest niewielka, a nawet ustępuje.

Po co ta recepta?

Skoro mechanizm jest tak prosty i zazwyczaj niezawodny, to dlaczego konieczne są konsultacje lekarskie, badania i wreszcie: zakupy na receptę? Przyczyn jest sporo i naprawdę istotnych.

Impotencja bardzo często jest objawem poważnych, fizycznych chorób, głównie układu krążenia, nawet zagrażających życiu. Zdarza się, że problemy w sypialni to pierwszy, wyraźny objaw choroby. Zatem, nim lekarz zdecyduje się skutecznie z impotencją walczyć, musi ustalić jej pierwotną przyczynę.

Istotne jest dawkowanie: ono również wymaga nadzoru lekarskiego. Musi być ustalane indywidualnie, w oparciu o wiele parametrów. Źle dobrane grozi nie tylko wielogodzinnym, bolesnym zwodem, ale i śmiercią: np. w wyniku zatrzymania akcji serca. Inna sprawa, że naprawdę trudno czasem orzec, czy choremu bardziej zaszkodziła sama tabletka, czy silne emocje związane z uprawianiem seksu, groźne dla osób poważnie chorych.

Na czarnym rynku wciąż można kupić leki udające Viagrę i krewniaków. Rzecz jednak w tym, że nie ma pewności, co tak naprawdę zawiera tabletka. Pół biedy, gdy sildenafil udaje zwykły cukier czy gips (policja wielokrotnie wykrywała już takie oszustwa). Wówczas, w najgorszym przypadku, "lek" nie zadziała. Gorzej, gdy Viagrę udają niebezpieczne dla zdrowia afrodyzjaki, a preparaty są zanieczyszczone prawdziwą trucizną, która zaszkodzi i choremu.

Czarny rynek i dostępność w aptekach bez recepty wielu środków również czasem niebezpiecznych, sprawiły, że producenci nie ustają w staraniach, by jednak zakupy bez recepty stały się możliwe. Na razie są nieskuteczni, głównie z powodu sporego oporu środowiska lekarskiego.

Środki ostrożności dla efektu

Ponieważ głośno było o przypadkach, gdy leki typu Viagra okazywały się niebezpieczne dla życia, część mężczyzn rezygnuje z wizyty u lekarza, obawiając się, że zwyczajnie recepty nie dostaną. Szczególnie ci, którzy mają problem z krążeniem. A paradoksalnie wśród impotentów takich pacjentów jest szczególnie wielu.

Rzeczywiście: choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze, przebyty zawał serca, czy udar mózgu, niewydolność wątroby i nerek, a nawet niektóre choroby oczu, są przeciwwskazaniem do stosowania sildenafilu i podobnych preparatów. Jest jednak pewne pozytywne "ale".

Większość tych chorób nie wyklucza w pełni przyjmowania takich środków. Konieczne jest, by schorzenia nie były w fazie ostrej, były prawidłowo kontrolowane i leczone. Np. Viagrę można stosować u pacjentów z łagodną, stabilną chorobą wieńcową. Warunek jeden: zgoda i nadzór kardiologa.

Zatem zabójcze są nie leki, a brak wiedzy i prawidłowego postępowania medycznego. Pełna diagnostyka i leczenie choroby pierwotnej pozwolą ci się dłużej cieszyć nie tylko seksem, ale i życiem.

Skutki uboczne

Nawet u osób zdrowych, jak niemal każdy lek, sildenafil wywołuje czasem niepożądane reakcje organizmu: bóle mięśni, głowy, nudności, uczucie gorąca, zaburzenia widzenia, etc. Wiele z nich bywa przejściowych, ale i tak wymagają konsultacji z lekarzem prowadzącym, np. w celu zmiany dawkowania, bądź dobrania zastępstwa.

Poważniejsze problemy zdarzają się sporadycznie. Trudno powiedzieć, u kogo kłopoty się pojawią. Zwykle trzeba to sprawdzić na własnej skórze.

Dla wierzących, dla przyszłych rodziców, dla kobiet?

Z Viagry nie trzeba się spowiadać, okazała się cennym sprzymierzeńcem par, które nie mogą doczekać się potomstwa. Prof. dr hab. Jerzy Radwan, przewodniczący Sekcji Andrologii Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego, przyznaje, że leki typu Viagra bywają wspomagające w leczeniu pacjentów z różnymi zaburzeniami hormonalnymi. Wprawdzie klasyczna andropauza, która miałaby być odpowiednikiem kobiecej menopauzy, u mężczyzn nie występuje i mogą się oni często cieszyć seksem nawet po 80. urodzinach, jednak z wiekiem może np. spadać poziom testosteronu. Lekarz stara się wyregulować poziom hormonu, a Viagrę traktuje wspomagająco.

Viagra dla kobiet?

To hasło wraca dość często w medialnych doniesieniach, ale zdaje się nie mieć większego sensu. Problemem kobiet nie jest bowiem przede wszystkim niemożność odbycia stosunku seksualnego, a raczej brak ochoty na seks lub brak z niego satysfakcji.

Zatem dla kobiet naukowcy szukają raczej substancji, które wzmogą apetyt na figle lub poprawią ukrwienie okolic odpowiedzialnych za orgazm (łechtaczka, przednia ściana pochwy, etc.).

Specjaliści przypominają jednak, że w reakcjach seksualnych kobiet kluczową rolę odgrywa wiele elementów: wychowanie, zaufanie do partnera, uczucia, a przede wszystkim świadomość, że jesteśmy kochane, chciane, akceptowane...

Czy pojawi się kiedyś tabletka, która pozwoli kobiecie to poczuć i w efekcie osiągnąć pełnię rozkoszy? Bez realnego zaangażowania partnera? Trudno w to uwierzyć. Zwłaszcza, że wiele pań bez większych problemów osiąga orgazm w wyniku masturbacji, a we dwoje jakoś nie wychodzi... Na razie konkurencja rynkowa wymusza nowe rozwiązania dla mężczyzn: ponoć wygodniejsze tabletki do żucia, do ssania... Kluczowa jednak pozostaje "chemia" między partnerami.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Androlog Manchester 01617071983

 

Poznaj nasze opinie: Śledziona: magazynierka w służbie odporności

Oczyści krew, pokona pneumokoki czy grypę, usunie nawet skutki pocałunków z wirusem...


A powszechnie uchodzi za narząd niepotrzebny, podobnie jak wyrostek robaczkowy, albo migdałki.


Po co nam śledziona i jak o nią dbać, by służyła przez całe życie?

Chociaż zasadniczo nie powoduje dolegliwości bólowych, czasem trzeba się z nią pożegnać w trybie ekspresowym. Znacznie powiększona śledziona nie dość, że zaczyna uciskać okoliczne narządy, zwykle powodując dyskomfort w lewym boku, w nadbrzuszu, to jeszcze grozi niebezpiecznym dla życia pęknięciem. Bywa też, że jej sama jej praca szkodzi, np. osobom z chorobami krwi i wówczas też trzeba ją "wyrzucić".

Czy zarazem rzeczywiście śledzionę można wsadzić do jednego worka z wyrostkiem i migdałkami? Niekoniecznie!

Migdałek gardłowy stanowi niezwykle istotną barierę ochronną przed infekcjami u dzieci. Z czasem traci jednak na znaczeniu i nawet nieusunięty występuje w formie szczątkowej. Zazwyczaj więc po operacji przerośniętego migdałka trudno zauważyć negatywne skutki zabiegu.

Podobnie jest z wyrostkiem robaczkowym: nie usuwa się go profilaktycznie (chociaż robiono to przez jakiś czas w Stanach Zjednoczonych), gdyż wpływa to ujemnie na odporność dzieci i nastolatków. U osób dorosłych, którym z konieczności go usunięto, nie obserwuje się natomiast wyraźnego pogorszenia funkcji immunologicznych.

Inaczej bywa ze śledzioną. Wprawdzie jej funkcje po resekcji przejmują inne narządy, przede wszystkim wątroba, jednak odporność i praca układu krążenia nie jest już tak sprawna, jak przed zabiegiem. Bez śledziony można żyć i nie jest to tak skomplikowane, jak np. po usunięciu żołądka, gdy konieczna jest chociażby zmiana zwyczajów żywieniowych, jednak z nią jakość życia jest z pewnością lepsza. W każdym wieku.

Praca na dwóch etatach

Śledziona w przekroju ujawnia, że to narząd dwukolorowy: tworzą go białe skupiska tkanki łącznej, otoczone czerwoną miazgą. To przede wszystkim skutek przynależności do dwóch układów: krwionośnego i limfatycznego (chłonnego). Elementy układu chłonnego to głównie limfocyty. Część czerwona barwę zawdzięcza składnikom krwi. Miąższ współtworzą tzw. beleczki, czyli pasma tkanki włóknistej. Dzięki ich sprężystości śledziona kurczy się i rozkurcza, zasysając krew lub wypychając ją do krwiobiegu. Może także zmieniać objętość.

Czemu to wszystko służy? Zassana do śledziony krew przede wszystkim zostaje oczyszczona: złapane "stare" i już nie w pełni wydajne erytrocyty (czerwone krwinki) oraz płytki krwi (trombocyty) zostają przez nią zniszczone. Resztki nie zanieczyszczają organizmu, a trafiają do wątroby i stają się składnikiem żółci. Ponieważ układ krwionośny pracuje intensywnie przez całe życie, ale szczególnie szybko w okresie rozwoju, natura dba, by już na starcie ten system sprzątający był sprawny. Stąd śledziona tworzy się już w pierwszych tygodniach życia płodowego, a już od drugiego trymestru ciąży wspomaga organizm płodu umożliwiając namnażanie się erytrocytów.

Limfocyty, czyli komórki odpornościowe, znajdujące się w śledzionie nie tylko są zdolne do niszczenia agresorów organizmu, ale i do produkcji przeciwciał zapobiegających kolejnemu atakowi (dotyczy to limfocytów B). Zatem, gdy nasz organizm zostanie zaatakowany przez wirusy czy bakterie, śledziona bierze się intensywniej do roboty, by nie dopuścić do zakażenia lub szybko je zwalczyć. W czasie pracy musi często wyraźnie zwiększyć objętość, stąd jej powiększenie bywa dla lekarza podpowiedzią, co się z nami dzieje. Np. gdy śledziona, zwykle ważąca ok. 150 g, niemal niezauważalna pod łukiem żebrowym, powiększa się trzykrotnie, a my mamy objawy podobne do anginy, bardzo prawdopodobne, że to nie bakteryjne zapalenie gardła, tylko mononukleoza zakaźna, zwana też chorobą pocałunków. Przy anginie bowiem śledziona zwykle się nie powiększa (chyba, że długo utrzymuje się bardzo wysoka gorączka), a przy mononukleozie owszem.

Śledziona powiększa się w czasie walki z wieloma infekcjami, potem jednak wraca do normy. Oczywiście, jeśli proces leczenia przebiega prawidłowo, a problem zdrowotny nie jest przewlekły, szczególnie poważny, to "tylko" stan zapalny, etc.
Magazyn na wszelki wypadek

Zazwyczaj, jednorazowo, w śledzionie mieści się ok. 50 ml krwi. Bywa jednak, że gromadzi ona jej znacznie (nawet kilkakrotnie) więcej i wcale nie dlatego, że właśnie jesteśmy chorzy. Magazynowanie krwi, czyli w pewnym sensie ograniczenie jej krążenia, zapobiega zbyt szybkiej utracie ciepła. Zwykle zajmuje się tym wątroba, ale śledziona dzielnie ją wspomaga.

Zarazem inna jej funkcja to ułatwianie przepływu krwi i magazynowanie energii. Nie robi tego sama, a wytwarza specjalne substancje, które to potrafią. Są wyjątkowo ważne, gdyż mogą uchronić w szczególnych sytuacjach przed np. niedotlenieniem czy niedożywieniem (a w efekcie - obumieraniem) tkanek.

Powiększenie ma znaczenie

Sama śledziona nie musi być chora, by się powiększyć. To raczej objaw innych problemów ze zdrowiem. Nie należy go jednak lekceważyć. Stopień powiększenia pozwala często lekarzowi wstępnie ocenić, na ile sprawa jest poważna i ewentualnie zlecić dodatkowe badania. Sami jednak tego nie próbujmy. To nie jest prosty mechanizm, że im bardziej powiększony narząd, tym groźniejsza choroba lub odwrotnie. Nawet umiarkowane powiększenie (splenomegalia) może oznaczać zmiany nowotworowe, ale i, często przechodzącą samoistnie, sarkoidozę.

Wśród chorób, które mogą powodować powiększenie (splenomegalia) śledziony, poza wymienionymi wcześniej, są także: reumatoidalne zapalenie stawów, cytomegalia, różyczka, choroby wątroby, zwłaszcza wirusowe, borelioza, AIDS, gruźlica, białaczki ostre oraz przewlekłe, zakrzepica, tętniak.

Zatem zawsze, niezależnie od innych objawów, uczucie ucisku pod żebrami (po lewej stronie) lub w okolicach (może uciskać żołądek, czyli dawać dolegliwości bliżej środka brzucha czy nerkę, więc niżej), trzeba wyjaśnić z lekarzem.

Gdy śledziona zachoruje

Bardzo rzadko problemy zdrowotne dotyczą samego narządu i zazwyczaj nie jest to nic poważnego. Bywa jednak, że stan śledziony wymaga jej natychmiastowego usunięcia.

Mimo imponującej sprężystości, śledziona jest wrażliwa i krucha. Może pęknąć po pozornie niegroźnym urazie brzucha, np. podczas wypadku drogowego, po uderzeniu. Często pęknięcie śledziony bardzo boli, bywa jednak i tak, że najpierw następuje pęknięcie w samym miąższu, które nie daje wyraźnych objawów. Pod włóknistą torebką, która miąższ otacza, zbiera się jednak krwiak (czasem kilka dni). Gdy i on pęknie, może nastąpić masywny, zagrażający życiu krwotok, a krew rozlać się po całej jamie otrzewnowej, zawierającej niemal wszystkie narządy układu trawiennego, od żołądka, po jelito grube.

Stąd właśnie między innymi konieczność diagnozowania pacjentów, którzy po urazie brzucha mówią: "nic mi nie jest". Tak do końca to nie wiemy na pewno...

Czasem usuwa się i zdrową śledzionę, np. u osób z zaburzeniami krzepliwości krwi. "Nadgorliwa" śledziona usuwa bowiem płytki krwi (odpowiedzialne za krzepnięcie), które są niepełnowartościowe. Tymczasem w przypadku małopłytkowości: czasem lepsze takie niż żadne.

Gdzie szukać śledziony?

Śledziona nie jest szczególnie dobrym miernikiem zdrowia dla samego pacjenta. Zwykle o tym, że jest powiększona, dowiadujemy się dopiero od lekarza. Śledziona często nie boli, a nas do gabinetu kierują inne objawy. Lekarz powinien umieć zbadać śledzionę tak, by zmiany zauważyć już podczas badania palpacyjnego (w pozycji stojącej, bądź na prawym boku). Do prawidłowego obmacania i opukania śledziony potrzebna jest wiedza, doświadczenie i dwie ręce. Samodzielnie, nieumiejętnie, dotykając brzucha nawet jej nie wyczujemy: choćby dlatego, że sprytnie się chowa w różnych pozycjach. Gdy stoimy, kieruje się w stronę mostka i nieco obniża, gdy leżymy układa się wzdłuż X żebra. zasadniczo jednak znajduje się w nadbrzuszu, po lewej stronie, między żebrami 9., a 11.

Jeśli śledziona jest powiększona (czyli wyraźnie większa od dłoni), najczęściej lekarz zaleca wykonanie usg jamy brzusznej, a w sytuacjach niejasnych czasem także tomografię komputerową lub MRI.

Bywa bowiem i tak, że guzy nerki czy inne patologie są mylone z powiększeniem śledziony.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Rodzinny Manchester 01617071983

 

Thursday, 9 May 2013

Poznaj nasze opinie: Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa (Choroba Bechterewa)

Zmiany chorobowe w obrębie układu ruchu mogą mieć bardzo różne podłoże.


W przypadku zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa za rozwój choroby odpowiedzialna jest mutacja genetyczna.


Z powodu wywołujących ją zwyrodnień cierpią głównie mężczyźni między 20 a 30 rokiem życia.

Mimo że rozwój choroby Bechterewa spowodowany jest wadliwym genem, to zaliczana jest ona także do chorób autoimmunologicznych. Zmiany zwyrodnieniowe dotykają przede wszystkim tkankę łączną, szczególnie stawy, więzadła międzykręgowe oraz stawy krzyżowo-biodrowe. Rozwój schorzenia prowadzi do nadmiernego skostnienia i zesztywnienia więzadeł, co w konsekwencji bardzo poważnie utrudnia poruszanie kończynami dolnymi.

Objawy

Schorzenie ma charakter postępujący, a pierwsze objawy rzadko łączone są z chorobą zwyrodnieniową. W pierwszej kolejności pacjentom dokucza osłabienie, złe samopoczucie oraz brak apetytu. Z czasem pojawia się rozłożony niesymetrycznie ból w okolicy krzyżowo-biodrowej promieniujący do pośladków i tylnej części uda. Staje się on szczególnie odczuwalny nocą lub po długim zastaniu. Gdy choroba jest bardziej zaawansowana ból przenosi się w okolice odcinka piersiowego oraz szyjnego. U części chorych występują bóle w piętach, sztywność i ból w okolicy żeber.

Zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa prowadzi do zmian nie tylko w obrębie układu kostnego. Schorzenie sprzyja nawracającym zapaleniom tęczówki, błony naczyniowej oka oraz aorty wstępującej. Pacjenci z ZZSK dużo częściej cierpią z powodu niedomykalności zastawki mitralnej lub aortalnej, a także zapalenia prostaty i jelit. Stają się również bardziej narażeni na choroby płuc (np. zwłóknienie płuc) i amyloidozę (schorzenie charakteryzuje się odkładaniem białka w organizmie).

Diagnoza

Chorobę Bechterewa rozpoznaje się w oparciu o dwa typy kryteriów: kliniczne oraz radiologiczne. Do pierwszych z nich zaliczane są:

- dolegliwości bólowe w odcinku krzyżowo-lędźwiowym, utrzymujące się minimum 3 miesiące, ustępujące po aktywności fizycznej

- ograniczona ruchomość lędźwiowa części kręgosłupa

- zmniejszona ruchomość w klatce piersiowej

Kryterium radiologiczne obejmuje obustronne zapalenie w stawach krzyżowo-biodrowych. Obecność wszystkich cech klinicznych lub tylko ostatniego z kryteriów nie pozostawia żadnych wątpliwości.

Leczenie

Schorzenie może prowadzić do trwałego kalectwa, dlatego obok leczenia farmakologicznego łagodzącego stany zapalne (kortykosteroidy, leki immunosupresyjne) oraz ból konieczna jest fizykoterapia. Z długim przyjmowaniem leków wiążą się także dolegliwości ze strony układu pokarmowego, takie jak biegunka oraz bóle brzucha.

Ogromna część pacjentów potrzebuje także laski bądź kul by móc samodzielnie się poruszać.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Fizykoterapeuta Manchester 01617071983

 

Poznaj nasze opinie: Jak diagnozuje się autyzm?

Proces diagnozowania autyzmu jest skomplikowany i wymaga ścisłej współpracy ze strony specjalistów różnych dziedzin m.in. z zakresu psychologii klinicznej, psychiatrii, medycyny, pedagogiki specjalnej oraz terapii zajmującej się zaburzeniami mowy.


Na czym polega i jakie kroki powinni podjąć rodzice zaniepokojeni rozwojem dziecka?


W przypadku niektórych zaburzeń rozwoju, np. porażenia mózgowego czy zespołu Downa rodzice odbierają widoczne i oczywiste sygnały świadczące o stanie ich dziecka już od momentu jego narodzin. I choć większość z nich nie zetknęła się wcześniej z tego typu diagnozą, to dramatyczna prawda oraz potencjalne możliwości pociechy określone zostają już na samym starcie rodzicielstwa. Sytuacja wygląda inaczej u dzieci autystycznych...

Początkowo ich stan może być wyjaśniany takimi przyczynami jak: wada słuchu, zaburzenia mowy, opóźnienie w rozwoju, nieodpowiednie wychowanie oraz trudny temperament.

A przecież im wcześniejsze zdiagnozowanie autyzmu, tym lepsze prognozy funkcjonowania zarówno dla dziecka, jak i jego rodziny.

Jakie kroki powinni podjąć zaniepokojeni rodzice?

Większość rodziców zaniepokojonych nieprawidłowym rozwojem swoich dzieci zgłasza się najpierw do lekarza pierwszego kontaktu. Niestety bardzo często pomoc ogranicza się wyłącznie do opinii, że dziecko wolniej się rozwija i że z czasem wszystko się ustabilizuje oraz wyrówna. Niektórzy lekarze wskazują wprawdzie na opóźnienia w rozwoju, jednakże wyjaśnienie przyczyn proponują odsunąć w czasie, bowiem starsze dziecko jest po prostu łatwiej zbadać. W ten oto sposób dla rodziców rozpoczyna się bolesny proces poszukiwania przyczyn stanu zdrowia i zaobserwowanych deficytów dziecka.

Pierwszym źródłem specjalistycznej pomocy powinny być poradnie pediatryczne lub też psychologiczno-pedagogiczne. Ich głównym celem jest rozpoznanie u dzieci różnych zaburzeń rozwoju, diagnoza, zakwalifikowanie ich do odpowiednich form kształcenia specjalnego oraz przedstawienie dalszych zaleceń w pracy z pociechą. W poradniach dziecko poddawane jest badaniom psychologicznym i pedagogicznym określającymi potencjalne możliwości i deficyty dziecka (np. badanie ilorazu inteligencji, obserwacja dziecka, wywiad z rodzicami). Jeżeli zachodzi taka potrzeba dziecko kierowane jest również na badania medyczne (np. neurologiczne, okulistyczne, audiologiczne, ortopedyczne, laryngologiczne), logopedyczne oraz psychiatryczne.

Według ICD-10 (Międzynarodowej Statystycznej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych) diagnoza autyzmu wczesnodzięcięcego obejmuje grupę trzech symptomów w zakresie następujących obszarów:

- jakościowego upośledzenia umiejętności wchodzenia w interakcje społeczne

- jakościowego upośledzenia w porozumiewaniu się

- wyraźnie ograniczonego repertuaru sztywnych i powtarzających się wzorców zachowań, zainteresowań i aktywności.

Na czym polegają i jak je rozpoznać?
Kontakty międzyludzkie autystycznego dziecka

Jakościowe upośledzenie w zakresie interakcji społecznych polega przede wszystkim na braku umiejętności nawiązywania oraz podtrzymywania satysfakcjonujących kontaktów międzyludzkich. Wprawdzie autystyczne dzieci okazują swoje emocjonalne przywiązanie do rodziców i opiekunów, jednakże nie odwzajemniają uczuć w sposób oczekiwany społecznie. Brak empatii, podzielności uwagi, zainteresowania światem społecznym, umiejętności podzielania czyichś uczuć oraz interpretowania gestów innych osób zwiększa poziom frustracji rodziców oraz najbliższego otoczenia.

W przypadku dzieci autystycznych wyraźnie osłabione są również środki komunikacji pozawerbalnej takie jak np. kontakt wzrokowy, mimika twarzy oraz gesty ciała. Dla większości rodziców, nieobecne spojrzenie ich dziecka, potęguje u nich poczucie odrzucenia oraz osamotnienia. Podstawowe reguły społeczne dla autystycznych dzieci są trudne do zrozumienia, dlatego też ograniczają one swoje kontakty z rówieśnikami i światem dorosłych.

Dziecko ma problemy z mową

Drugą grupą symptomów służących do diagnozy autyzmu jest jakościowe upośledzenie w zakresie porozumiewania się. Wiążą się one z nieumiejętnością wykorzystania języka w odpowiedni sposób. Większość dzieci autystycznych po prostu nie potrafi posługiwać się nim tak, aby wyrażać i komunikować swoje myśli i uczucia. Co więcej, występują również problemy z poprawnym użyciem gramatyki, specyficzna i powtarzająca się mowa, zaburzenia rytmu i tonu wypowiedzi.

W przypadku dzieci autystycznych jednym z najbardziej uderzających przykładów ich trudności w porozumiewaniu się są tzw. echolalia natychmiastowe lub odroczone. Echolalia polegają na powtarzaniu przez dziecko bezsensownych dźwięków, zwrotów wypowiedzianych przez inne osoby lub też wymyślonych słów. Przykładem echolalii natychmiastowych jest powtarzanie przez dziecko słów właśnie usłyszanych, np.: mama pyta się "idziemy na plac zabaw?", a dziecko odpowiada to samo "idziemy na plac zabaw". Z kolei echolalia odroczone pojawiają się jakiś czas później (kilka minut, dni, miesięcy, a nawet lat) od momentu ich pierwszego usłyszenia przez dziecko. W tym przypadku mowa dziecka nie jest związana z kontekstem rozmowy oraz nie ma charakteru komunikacyjnego (np. w czasie lekcji dziecko może nagle zacząć powtarzać słowa usłyszane w sklepie, reklamie telewizyjnej lub też z domu).

Możliwości komunikowania się, nawet w przypadku dzieci, które poprawnie opanowały funkcję mowy, są ograniczone. Pojawiają się trudności w zakresie prowadzenia rozmowy, spontanicznych reakcji konwersacyjnych oraz rozumienia pojęć abstrakcyjnych np. miłości, dobra, zła.

Brak zrozumienia idei zabawy i inne budzące niepokój zachowania

Charakterystyczna dla dzieci z autyzmem jest także niezdolność do spontanicznych zabaw symbolicznych, tzw. "na niby" (np. teraz będziemy piratami) oraz społecznych ukierunkowanych na naśladowanie ludzkich zachowań (np. ja będę mamą, ty będziesz tatą, pobawimy się w rodzinę). Dzieci te nie uczą się różnicować zabawy od rzeczywistości oraz nie rozumieją idei odgrywania ról.

Nieodłączonymi cechami autyzmu są również stereotypowe ruchy ciała, potrzeba niezmienności w otoczeniu, zachowania autostymulacyjne (np. bujanie się, kręcenie w kółko, machanie rękoma) oraz fascynacja poszczególnymi przedmiotami bądź też określoną tematyką rozmów.

U dzieci autystycznych często obserwuje się również problemy ze snem, jedzeniem, zachowania autodestrukcyjne (np. gryzienie się, uderzanie się rękoma o głowę), napady złości i agresji skierowane na otoczenie, nadaktywność oraz reakcje lękowe.

Trudności w zrozumieniu świata dziecka autystycznego oraz przejawiane przez niego problemy powodują kłopoty wychowawcze i zwiększają poziom stresu wszystkich członków rodziny.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Psycholog Manchester 01617071983

Poznaj nasze opinie: Sztuka mycia zębów

Mycie zębów to sztuka.


Nie wystarczy rano i wieczorem.


Szczotka i pasta to podstawa, jednak trochę mało, by zęby rzeczywiście domyć.
Płyn do płukania po myciu? Niekoniecznie... Zatem - jak zęby myć, żeby je rzeczywiście domyć?

Nawet jeśli czyścimy zęby starannie, robimy to zwykle dla urody i z obawy przed próchnicą. Oczywiście, nic w tym złego. Prawidłowa higiena jamy ustnej zmniejsza prawdopodobieństwo ubytków o 40 proc., a piękny i zdrowy uśmiech wynagrodzi nam nasze starania.

Warto jednak wiedzieć, że tak naprawdę gra idzie o znacznie wyższą stawkę - prawidłowa pielęgnacja jamy ustnej zapobiega nie tylko chorobom zębów i dziąseł, ale i całego organizmu.

Zdrowie jamy ustnej jest nieodłączną składową ogólnego stanu zdrowia. Stwierdzono związek między zakażeniami jamy ustnej a występowaniem chorób serca i prawdopodobieństwem udaru. Ponieważ choroba dziąseł jest zakażeniem bakteryjnym, wywołujące ją bakterie mogą przedostawać się do krwioobiegu i zaatakować inne organy, w ten sposób możemy się nabawić np. zapalenia przydatków. Kobiety w ciąży, które zaniedbują higienę jamy ustnej, statystycznie rodzą dzieci z niższą wagą urodzeniową. Bakterie namnażające się w jamie ustnej mogą przedostawać się do dróg oddechowych i wywołać nawet zapalenie płuc.

Wystarczy jednak odrobina motywacji i systematyczności, by uniknąć wielu przykrych chorób. Powinniśmy regularnie kontrolować stan naszych zębów i dziąseł u stomatologa oraz dbać o codzienną higienę jamy ustnej.

Myję zęby, bo wiem dobrze o tym

Najlepszym rozwiązaniem jest czyszczenie jamy ustnej po każdym posiłku, a absolutnym minimum - dwa razy na dobę. Najważniejsze jest mycie zębów przed snem - i ono powinno być najdokładniejsze. Zaczynamy od starannego przepłukania ust wodą, a następnie przystępujemy do nitkowania.

Odrywamy ok. 40 cm nici dentystycznej, końcówki owijamy wokół palców wskazujących , wsuwamy nitkę między zęby i wykonujemy pionowe ruchy: od dziąseł w górę.

Kolejnych fragmentów nici używamy do czyszczenia poszczególnych przestrzeni międzyzębowych. Zęby szczotkujemy przez minimum 3 minuty.

Przede wszystkim wykonujemy tzw. ruchy wymiatające - dolne zęby czyszcząc od dołu, a górne od góry. W zależności od potrzeb możemy też stosować ruchy poziome i pionowe, Staramy się nie działać chaotycznie, tylko czyścić zęby po kolei, według ustalonego przez nas schematu, np. zaczynając od dolnych zębów trzonowych, przemieszczając się z prawej strony na lewą.

Po umyciu szczoteczki masujemy nią jeszcze dziąsła, czyścimy - można to też zrobić przy użyciu specjalną tarki - powierzchnię języka.

Na koniec stosujemy płyn do płukania jamy ustnej - po jego użyciu nie płuczemy już ust wodą.

Jeśli mamy wątpliwości, czy dobrze czyścimy zęby możemy wypróbować dostępne w aptekach specjalne tabletki, które zabarwią na kolorowo niedoczyszczone powierzchnie.

Niektórym osobom zaleca się też używanie miniaturowych szczoteczek do czyszczenia powierzchni międzyzębowych i irygatorów (szczególnie wskazanych do pielęgnacji dziąseł).

W drogeriach i aptekach znajdziemy wiele akcesoriów i kosmetyków, dzięki którym codzienne zabiegi pielęgnacyjne staną się nie tylko łatwe, ale także przyjemne.

Szczoteczka to podstawa

Szczoteczkę do zębów, w kształcie zbliżonym do współczesnego, wymyślili w XV wieku Chińczycy. W XVIII wieku zaczęli produkować Anglicy, a w XIX opatentowali Amerykanie. Pora była najwyższa, bo rosnące spożycie cukru sprawiło, że ból zębów był w cywilizowanym świecie powszednią przypadłością. Szczoteczki, które znamy dziś - z zaokrąglonymi nylonowymi włóknami i wieloma sprytnymi gadżetami - wymyślono w XX wieku.Standardem dzisiaj jest rękojeść pokryta gumą, kształt umożliwiający dostęp do najodleglejszych zakamarków jamy ustnej, elastyczne przeguby, markery zużycia (np. w postaci tracącego kolor włosia) czy nasadki polerujące szkliwo.

Dostępne są szczoteczki o różnej liczbie pęczków włosia, o profilu prostym, wklęsłym bądź piramidowym i z różnym kątem ustawienia włókien i główki. W zależności od potrzeb (a te najlepiej skonsultować z dentystą) i indywidualnych upodobań można dobrać nie tylko wielkość szczoteczki, ale i miękkość włosia. Szczoteczkę należy wymieniać, gdy tylko pojawią się oznaki zużycia, co najmniej raz na trzy miesiące. Koniecznie po każdej infekcji jamy ustnej bądź gardła, gdyż ukryte w niej drobnoustroje mogą być przyczyną reinfekcji. Nie można też zapominać o jej odpowiedniej pielęgnacji: po każdym użyciu trzeba umyć szczoteczkę gorącą wodą, a przynajmniej raz na tydzień przepłukać płynem antybakteryjnym.

Może być elektryczna

Odkąd w latach 90. zaczęto masowo produkować elektryczne szczoteczki do zębów, zyskały one grono zagorzałych wielbicieli, przekonanych, że prawidłowa higiena jamy ustnej możliwa jest tylko z ich użyciem. Istotnie, badania wykazują, że szczoteczki elektryczne są bardziej skuteczne w usuwaniu osadów i zapobieganiu krwawieniom dziąseł niż tradycyjne.

Wśród szczoteczek elektrycznych rzadko która ma już konwencjonalny kształt główki. Najczęściej na sklepowych półkach znajdziemy szczotki obrotowe i dźwiękowe. Te ostatnie oprócz drgań wykorzystują fale dźwiękowe o częstotliwości 260 Hz, co ma gwarantować skuteczne oczyszczanie wszystkich powierzchni jamy ustnej. Wszystkie szczoteczki wykonują ruchy oscylacyjne - główka obraca się naprzemiennie w prawo i w lewo. Im szybciej, tym dokładniej usuwane są zabrudzenia i resztki pokarmów. W niektórych modelach dodatkowo wykonywane są ruchy pulsacyjne (do przodu i do tyłu). Główka szczoteczki może dzięki nim rytmicznie dociskać się do powierzchni. Szczoteczki, które łączą ruchy oscylacyjne i pulsacyjne pracują w tak zwanym systemie 3D. To bardzo efektywny sposób usuwania płytki nazębnej.

Pasta - dla zdrowia i urody

Do dbania o higienę jamy ustnej niezbędna jest również pasta lub żel do zębów.

Pierwszą pastę (marka Colgate) zaczęto sprzedawać pod koniec XIX wieku, początkowo w słoikach, a od 1908 roku w tubkach. Dziś jej zadaniem jest nie tylko usunięcie z powierzchni zębów i dziąseł zanieczyszczeń i nalotów, ale także dostarczenie im pielęgnacyjnych i leczniczych substancji. W zależności od potrzeb, możemy w ten sposób zapewnić sobie długotrwałą ochronę przeciwpróchniczą (używając pasty, która zawiera duże ilości wzmacniających zęby związków fluoru), wybielanie (poprzez dodatek substancji ścierających i optycznych wybielaczy), zmniejszenie nadwrażliwości (poprzez dodatek azotanu potasu i chlorku strontu) czy pielęgnację dziąseł (np. dzięki ziołowym wyciągom).

Na rynku istnieje olbrzymi wybór past różnych producentów, wiele z nich zawiera opatentowane formuły lub cząsteczki. Warto zwrócić uwagę na wskaźnik ścieralności zębiny - RDA, który renomowani producenci oznaczają na tubie. Pasty do zębów wrażliwych powinny mieć go w granicach 30-40, wybielające i przeznaczone dla palaczy ok. 100. Pasty o wyższym RDA nie są polecane przez stomatologów. Dokonując wyboru pasty, warto spytać o zdanie naszego dentystę, zwłaszcza jeśli mamy zęby "z problemami".

Zamiast wodą wypłucz płynem

Specjaliści uważają, że samo szczotkowanie zębów, nawet najlepszą szczoteczką i z użyciem najlepszej pasty, nie wystarcza. Dlatego jako trzeci niezbędny element codziennej zębowej higieny wymieniają użycie płynu do płukania jamy ustnej. Zazwyczaj stosuje się go po zakończeniu szczotkowania, ale osobom, które mają problemy z nadmiernym gromadzeniem się płytki nazębnej zaleca się stosowanie płynu także przed - dzięki temu osad można łatwiej usunąć osad.

Warto zwrócić uwagą na instrukcję użycia, np. płyny zawierające dwuglukonian chlorheksydyny stosuje się na pół godziny przed szczotkowaniem.

Na rynku dostępne są zarówno płyny uniwersalne, jak i dedykowane innym problemom - paradontozie, nieprzyjemnemu zapachowi z ust, próchnicy.

Płyny zawierają zazwyczaj związki amoniowe (np. chlorek cetylpirydyny) działające przeciwbakteryjnie lub dwuguanidyny (np. chlorheksydynę) niszczące nie tylko bakterie ale także grzyby. W ich składzie są także nieorganiczne i organiczne związki fluoru. Związki sodu (zwykle cytrynian lub boran) hamują odkładanie się kamienia nazębnego. Podobnie działają sole potasu. Skuteczność płynów zależy od ich regularnego stosowania. Pamiętajmy, że po użyciu płynów nie należy już płukać ust wodą. Stosuje się je właśnie po to, by substancje czynne - zbliżone do tych, jakie zawierają pasty - mogły swobodnie działać, chroniąc nasze zęby i dziąsła.

Nitka do celów specjalnych

Jeśli nasze zęby ściśle przylegają do siebie bezwarunkowo powinniśmy używać nici dentystycznej. Choć w Polsce jest ona wciąż uważana za nowość, to w Stanach Zjednoczonych była powszechnie używana już w początkach XIX wieku. Wówczas stosowano nić jedwabną. Obecnie nić dentystyczna wykonywana jest ze splecionych włókien nylonowych, teflonu czy polietylenu. Dostępnych jest wiele typów nici: woskowane, niewoskowane, zapachowe, bezzapachowe, nasączone fluorem. Rodzajem nici dentystycznej jest też tzw. superfloss, oferujący trzy różne faktury nici "w jednym". Istnieją również specjale rodzaje nici do czyszczenia aparatów ortodontycznych i powierzchni pod przęsłami mostów zębowych.

Nici dentystyczne produkowane są w trzech różnych grubościach, które dobiera się w zależności od szerokości przestrzeni międzyzębowych. Na początku korzystania z nici dentystycznej może pojawić się lekkie krwawienie - nie jest to objaw niepokojący. Jeśli mamy wątpliwości, możemy poprosić dentystę lub higienistkę stomatologiczną, by pokazali nam, jak prawidłowo korzystać z nici.

Do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych służą też specjalne miniaturowe szczoteczki, dzięki którym można dotrzeć do trudno dostępnych miejsc. Produkowane są w różnych rozmiarach. Należy je dobierać w zależności od indywidualnych potrzeb - oczywiście wskazuje je praktyka i wygoda, ale by uniknąć niepotrzebnych wydatków, warto poradzić się podczas wizyty w gabinecie stomatologicznym.

Nowością na rynku akcesoriów do higieny jamy ustnej są także specjalne czyścidła (tongue sweepers) do pielęgnacji języka. Mogą przypominać szczoteczkę do zębów bez włosia, wówczas język czyści się gumowymi wypustkami lub mieć kształt maszynki do golenia. Szczoteczki dwustronne (z włosiem po jednej, wypustkami po drugiej) raczej się nie przyjęły, a szkoda. Bakterie lubią bytować i na języku.

Dla lepszej higieny jamy ustnej można się też posłużyć specjalnym irygatorem (tzw. waterpik). To urządzenie, które wyrzuca strumień wody pod niewielkim ciśnieniem i służy do masażu dziąseł oraz do czyszczenia przestrzeni międzyzębowych, implantów, koron, mostów oraz przyzębia.
Źródło: gazeta.pl

Wpis: Polski Lekarz Stomatolog Manchester 01617071983