Monday, 11 March 2013

Polska Przychodnia Manchester Nadchodzi wiosna... co się może dziać?

Co stanie się z twoim zdrowie, życiem seksualnym i nastrojem?


Dłuższe dni, więcej światła słonecznego, wyższa temperatura - wszystko to wpływa na gospodarkę hormonalną i relacje międzyludzkie. Efekt? Stajemy się bardziej witalni, mamy lepszy humor, a organizm pracuje wydajniej. Rozbudzamy się także seksualnie: rozpoczynamy poszukiwania partnerów, dbamy o wygląd, zakochujemy się - mówią fizjologowie. Jesteś gotowy na wiosnę? Sprawdź, co cię czeka.
Najkrótszy dzień w całym roku - kiedy nasz kontakt ze światłem dziennym ograniczył się do niespełna sześciu godzin - minął 21 grudnia. Kolejne dni były coraz dłuższe. Obecnie, w pierwszej połowie marca, dzień jest dłuższy od najkrótszego w roku o ok. 3,5 godziny. Choć po kilku słonecznych dniach, które przypomniały nam o zbliżającej się wiośnie, znów zrobiło się chłodniej - z czasem przez chmury coraz częściej przebijać się będzie słońce. Co to oznacza dla organizmu?

Więcej światła to lepszy nastrój


W zależności od dostępności słonecznego światła nasze organizmy produkują większe lub mniejsze stężenia ważnych hormonów. Jeden z nich - melatonina, powstaje w gruczole zwanym szyszynką i reguluje u ludzi rytmy okołodobowe, w tym cykle snu i czuwania. "Syntetyzowana w nocy melatonina wydłuża nam czas efektywnego snu. Natomiast podczas ekspozycji na światło słoneczne rośnie ilość serotoniny zwanej "hormonem szczęścia" - tłumaczy dr n. med. Agnieszka Wsół z Katedry i Zakładu Fizjologii Doświadczalnej i Klinicznej na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Skrócenie lub wydłużenie dnia zmienia więc sezonowo równowagę między melatoniną a serotoniną, pośrednio prowadząc do zmian nastroju. "Krótsze dni jesienią i zimą oznaczają zwiększenie wydzielania melatoniny i mniejsze wydzielanie serotoniny. Uważa się, że to jeden z czynników sprawczych tzw. "sezonowej depresji" i zaburzeń rytmów okołodobowych, czyli snu i czuwania. Jedną z metod leczenia sezonowych zaburzeń depresyjnych jest fototerapia, czyli terapia światłem" - zauważa fizjolog.

Hormony płciowe budzą się ze snu zimowego: poszukiwanie partnerów seksualnych


Kiedy dni się wydłużają, ludzie czują się lepiej. "Zmniejsza się senność, jaka dręczy nas porą zimową" - mówi dr Wsół i dodaje, że po zimie obserwujemy nie tylko poprawę nastroju. "Melatonina wpływa też na zachowania seksualne. Wiosną, w związku z obniżeniem jej stężenia, odblokowane zostają ośrodki wydzielające hormony płciowe. Dlatego po zimie tak ludzie, jak i zwierzęta zaczynają czuć się lepiej, rozpoczynają poszukiwania partnerów, dbają o wygląd i zakochują się" - tłumaczy dr Wsół.

Układ odpornościowy i krążenia wracają do formy, koniec magazynowania tłuszczu


Poprawa samopoczucia, związana z wydłużeniem dnia, może pośrednio służyć również systemowi odpornościowemu. "Im więcej słońca, tym większa jest produkcja serotoniny. A im lepszy mamy nastrój, tym lepszymi warunkami do obrony dysponuje cały organizm" - mówi fizjolog. Jednocześnie, kiedy wydłużają się dni - stajemy się mniej ospali, zaczynamy się więcej ruszać i mija nam ochota na tłuste posiłki, po które często sięgamy jesienią i zimą. W związku z wiosennymi rytmami okołodobowymi magazynujemy więc mniej tłuszczów, a to może być dobre dla serca i układu krążenia.

Dwie strony medalu: słoneczna witamina D dla kości oraz możliwość poparzeń i zmian skórnych


Poza tym, dostępność światła jest ważna dla kości. Dzięki promieniom słońca obecna w skórze prowitamina D przekształca się w witaminę, która umożliwia wchłanianie wapnia i fosforanów oraz ich wykorzystanie do budowy kości i zębów, prawidłowej pracy serca i przemiany materii.

Fizjolog ostrzega jednak przed nadmiernym wystawianiem się na słońce, gdyż promienie słoneczne w nadmiarze "przyczyniają się do powstawania licznych błędów w DNA w skórze, co sprzyja powstawaniu nowotworów". "Przyspieszają też procesy związane ze starzeniem skóry, nazywane przez fachowców fotostarzeniem skóry" - zaznacza dr Wsół. Aby skorzystać z dobrodziejstwa słońca, nie trzeba przebywać na słońcu cały dzień. Wystarczy zwykły, lekko pochmurny dzień. Nawet wtedy dociera do nas dużo promieni.

Wyższa temperatura zmienia nie tylko nastrój, ale też interakcje międzyludzkie


Marcin Gładysz z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska na Uniwersytecie Śląskim dodaje, że nasz zegar biologiczny reaguje również na temperaturę. "Dni są dłuższe i robi się coraz cieplej, co także może wpływać na fizjologię i samopoczucie. Do tego stopnia, że zmienia się nie tylko nastrój, ale i społeczne interakcje. Kiedy dni robią się długie i ciepłe, zmieniamy tryb życia - mniej czytamy, rzadziej oglądamy telewizję i siadamy przed komputerem, chętniej wychodzimy z domów" - zauważa.

Zegar biologiczny ukształtował się w okolicach równika, organizm nie rozumie tego zjawiska jakim są pory roku


Fizjolog zwraca uwagę, że człowiek ewolucyjnie pochodzi z Afryki, a jego zegar biologiczny ukształtował się w pobliżu równika, gdzie sezonowo nie zmienia się nasłonecznienie, nie ma pór roku, a długość dni jest niemal jednakowa przez okrągły rok. "Dlatego ludzki organizm nie rozumie takiego zjawiska, jak pory roku, a nasze zachowanie nie zmienia się wraz z porami roku w sposób tak prosty i wyraźny, jak u zwierząt, które po okresie hibernacji masowo przystępują do godów" - dodaje.

Przyroda podległa cyklom, na straży których stoi wewnętrzny zegar biologiczny


W przyrodzie cykle sezonowe są o wiele wyraźniejsze. "Jeśli spojrzymy na cały świat ożywiony, dostrzeżemy związek pomiędzy istnieniem różnych cykli i dostępnością światła - a zjawiskami przyrody. Zwłaszcza na wiosnę obserwujemy eksplozję zieleni i jednoczesne poruszenie wśród zwierząt: ptaki wiją gniazda, zaraz się zacznie tarło ryb... Jest to reakcja istot żywych na wskazania ich wewnętrznego zegara biologicznego, który jest zestrojony z porami roku, a uaktywniany i kalibrowany przez światło" - podkreśla Gładysz.

Dodaje, że wewnętrzny zegar biologiczny ludzi stosunkowo najsilniej reaguje na dobowe zmiany natężenia światła. "Najlepiej czujemy się, kiedy przynajmniej pół doby mamy kontakt ze światłem. Teraz, po zimie, nasze organizmy wracają do normalności. Wreszcie dostają światła tyle, ile trzeba" - mówi.
Źródło: gazeta.pl
Wpis: Seksuolog w Manchester

 

Saturday, 9 March 2013

Polska Przychodnia Manchester Panowie, nie lekceważcie swojego zdrowia

5 męskich dolegliwości, których nie wolno zlekceważyć


Zwykle panowie nie przejmują się szczególnie swoim zdrowiem, chociaż zdarza się, że z powodu zwykłego kataru potrafią zatruć życie całej rodzinie. Kiedy jednak mężczyzna podejrzewa, że mogło go dopaść coś poważniejszego lub objawy uderzają w jego "męskość", decyzję o wizycie u lekarza odkłada w nieskończoność. Profilaktyka to już dla twardziela pojęcie niemal z Kosmosu. Niełatwo to zmienić. Natura ma swoje prawa. Tymczasem pozornie błahe objawy mogą sygnalizować poważny problem medyczny

Ból w klatce piersiowej, który szybko mija


Zazwyczaj mężczyźni wiedzą, jak wygląda zawał i uporczywego bólu w klatce piersiowej nie lekceważą. Kiedy jednak dolegliwość mija szybko, wydaje się być związana wyłącznie z wysiłkiem, wcale się tym nie przejmują. Tymczasem tak może objawiać się tzw. wieńcówka.

Nieprzyjemne, bolesne uczucie (często o charakterze kłującym) w klatce piersiowej pojawia się podczas chodzenia, szczególnie pod górę, lub zaraz po ćwiczeniach fizycznych, pracy w ogródku, etc. Bywa tak nasilone, że wydaje się być wręcz zagrażającym życiu. Pojawia się stan silnego niepokoju, paniki. Ponieważ jednak dolegliwość szybko ustępuje (po krótkim odpoczynku), mężczyzna zaraz o problemie zapomina. Zwłaszcza, że niejednokrotnie, poza tą powracającą dolegliwością nie ma żadnych innych.

Warto pamiętać, że u panów właśnie tak najczęściej objawia się choroba niedokrwienna serca, popularnie zwana wieńcówką. Zwykle jest skutkiem zaawansowanej miażdżycy. Znaczne zwężenia tętnic wieńcowych, odżywiających mięsień sercowy, prowadzą do trwałego lub napadowego niedokrwienia. Serce jest niedotlenione, może nawet częściowo obumierać. Czyli: chociaż ustępujące bóle to jeszcze nie zawał, właśnie nim może się to zakończyć.

Nie ma więc co zwlekać: trzeba odwiedzić kardiologa (kieruje lekarz pierwszego kontaktu). Nie wystarczy zrobić w rejonie zwykłego badania EKG. Ocenia się, że aż u 30% chorych badanych w innym czasie, niż atak bólu, jedynie za pomocą elektrokardiografu, zapis jest zupełnie prawidłowy, a diagnoza błędna. Konieczna jest więc pogłębiona diagnostyka (najczęściej EKG metodą Holtera, echo serca, próba wysiłkowa, czasem koronarografia).

Jeśli problem nie jest jeszcze zaawansowany, leczenie zapewne ograniczy się do zmiany trybu życia, na taki, który pozwoli zahamować (a nawet częściowo cofnąć) procesy miażdżycowe: zero papierosów, aktywność fizyczna i dieta ograniczająca ?zły cholesterol?. W zaawansowanej chorobie niedokrwiennej konieczne jest chirurgiczne udrożnienie tętnic wieńcowych.

Wyraźne, przewlekłe pogorszenie nastroju


To mit, że mężczyźni są bardziej odporni na stres. Owszem, wielu panów uwielbia "ostre akcje" i skoki adrenaliny, ale przede wszystkim kontrolowane. Bez problemu zachowują zimną krew podczas uprawiania sportów ekstremalnych czy w kinie na horrorze, jednak kłopoty osobiste i zawodowe mogą wyczerpać nawet supermana. Przewlekły stres prowadzi do poważnych zaburzeń emocjonalnych Komórki nerwowe (neurony) potrzebują do przesyłania impulsów między sobą neuroprzekaźników takich jak: serotonina, noradrenalina, dopamina. Jeśli zaczyna ich brakować lub reakcja na nie jest niewłaściwa, może pojawić się depresja.

Męskie problemy emocjonalne często objawiają się inaczej niż u kobiet. Wbrew powszechnej opinii smutek, apatia i przygnębienie nie są jedynymi sygnałami wskazującymi na stany depresyjne. Męska depresja może objawiać się również agresją, skłonnością do wyolbrzymiania problemów i nałogów. Prawie każdy z nas próbował choćby raz czy dwa "utopić smutki". Kiedy jednak alkohol staje się stałym "towarzyszem niedoli", sam stanowi już problem, niezależnie od innych zmian zachowania.

Depresji towarzyszą też zaburzenia snu (problemy z zasypianiem, ale i zrywanie się przed budzikiem), spadek libido, problemy z koncentracją, pamięcią, brak apetytu.

Oczywiście wszyscy czasem mamy gorszy nastrój. Wydaje się nam, że nic nas już nie cieszy, rozdrażnia byle głupstwo. Zwykle jednak wystarczy dobra komedia, spotkanie z przyjaciółmi czy kojąca ziołowa herbatka, by zły humor ustąpił. Nawet "prawdziwe" poważne problemy nie są wystarczającym powodem, by człowiekowi przez dłuższy czas (ponad dwa-trzy tygodnie) nic się nie chciało. Kiedy system neuroprzekaźników funkcjonuje prawidłowo, po czasowym odrętwieniu, "podłamaniu", szukamy wyjścia, optymalnych rozwiązań, a nie rozkładamy bezradnie rąk.

Rozpoznaniem i leczeniem depresji zajmuje się przede wszystkim psychiatra. Pomocna może być także psychoterapia. Nie trzeba skierowania, by skorzystać z pomocy specjalistów. Przede wszystkim potrzebne są chęci i odwaga, by po nią się zwrócić. Chociaż trudno to pojąć, łatwiej przekonać niejednego pana do leczenia wątroby czy płuc, niż depresji. Niby wszyscy wiemy, jak ważna jest sfera emocjonalna człowieka, jak niebezpieczne są powikłania depresji, a opory ma tak wielu chorych. Jest lepiej niż było, temat przestaje być wstydliwy i powoli do wielu osób dociera, że szaleństwem jest lekceważenie problemów, a depresja nie jest klasyczną chorobą psychiczną, a wyleczalnym zaburzeniem, które w określonych okolicznościach może dotknąć niemal każdego.

Przewlekły kaszel


"Wszystko przez te papierosy". "Ciągle nie mogę do siebie dojść po przeziębieniu". "Może jestem alergikiem?". Twój partner często w taki sposób próbuje wytłumaczyć uporczywy kaszel i nic z tym nie robi? Jeśli takie objawy utrzymują się ponad trzy tygodnie, trzeba koniecznie zgłosić się do lekarza. Decyzja powinna zapaść błyskawicznie, jeśli kaszlowi towarzyszą duszności, bóle w klatce piersiowej, ogólne osłabienie, przewlekłe zmęczenie, pocenie (szczególnie w nocy) czy stany podgorączkowe. Nie ma znaczenia, czy kaszel jest suchy czy mokry. Trzeba znaleźć przyczynę. Męskie płuca są słabsze niż kobiece, a zarazem bardzo późno sygnalizują, że dzieje się w nich coś złego. Wprawdzie palaczki dzielnie ścigają panów w niechlubnej statystyce zapadalności na choroby płuc i także nie mogą zapominać o takich objawach, jednak panie zwykle mają większą świadomość i szybciej trafiają do lekarza.

Rzeczywiście, winne mogą być te wspomniane papierosy. Problem jednak w tym, że dym papierosowy mógł już poczynić trwałe, wymagające leczenia, zmiany w układzie oddechowym.

Najczęściej utrzymujący się kaszel jest spowodowany przewlekłym zapaleniem płuc lub oskrzeli, chorobą obturacyjną (POChP), rozedmą, astmą. Nie można też wykluczyć gruźlicy i raka płuc, zwłaszcza, jeśli w plwocinie pojawiła się krew.

Rak płuc zbyt późno rozpoznany to bezwzględny zabójca. Pozostałe choroby, jeśli zostaną zaniedbane, również zagrażają życiu. Lekarz pierwszego kontaktu zwykle wstępną diagnozę stawia na podstawie zdjęcia rentgenowskiego płuc i spirometrii (badanie oceniające wydolność płuc i ich wentylację). W razie potrzeby kieruje pacjenta do pulmonologa, specjalisty chorób płuc.

Problemy z oddawaniem moczu


Kiedy on zaczyna wstawać w nocy (nawet kilka razy), a nie cierpi na bezsenność, możliwe, że zmusza go do wędrówek parcie na pęcherz. Męskie problemy z oddawaniem moczu objawiają się również słabszym lub przerywanym strumieniem, bólem w trakcie siusiania, wrażeniem nie opróżnionego do końca pęcherza, częstą potrzebą oddawania moczu także w dzień. "Nawala" prostata? Niekoniecznie. To może być po prostu infekcja pęcherza, chociaż to problem częściej dotykający kobiet. Wówczas lekarz, najczęściej na podstawie wyniku badania ogólnego moczu, przepisuje antybiotyk i po problemie.

Jeśli jednak to nie jest infekcja lub problem powraca, czas najwyższy odwiedzić urologa. Nie tylko zajmuje się drogami moczowymi, ale też sprawdza, w jakim stanie jest gruczoł prostaty (inaczej gruczoł krokowy, stercze). Przerost gruczołu to powszechny problem mężczyzn po czterdziestce, dlatego powinni oni wykonywać badania profilaktyczne i wtedy, gdy nic im nie dolega.

Jeśli specjalista podejrzewa problemy, najczęściej zleca usg i badanie krwi oceniające poziom PSA (białko specyficzne dla komórek nabłonka prostaty), który wzrasta przy zapaleniu prostaty i nowotworach.

To nieprawda, że urolodzy leczą pacjentów, którzy mają problemy z prostatą, niemal wyłącznie chirurgicznie. To ostateczność, gdy zawiodą leki doustne albo pan z problemem zbyt późno zgłosi się do lekarza. Zatem: nie ma na co czekać!

Guzek na jednym z jąder


Wprawdzie jądra miewają naturalne, wyczuwalne wypukłości (głównie pęcherzyki nasienne), każdy guzek zauważony guzek, także niebolesny, powinien być skonsultowany z urologiem. Szczególnie u młodego mężczyzny, w wieku 20-35 lat. Panowie, którzy systematycznie (raz w miesiącu, od 15. roku życia) samodzielnie badają jądra nie mają problemu z szybkim zaobserwowaniem nowej wypukłości.

Guzek może być objawem raka jądra. To generalnie rzadki nowotwór, gdy bierzemy pod uwagę wszystkie grupy wiekowe (stanowi tylko ok. 1% wszystkich nowotworów złośliwych u mężczyzn). We wspomnianej grupie wiekowej jest jednak jednym z najczęstszych nowotworów. Istotne jest jak najszybsze rozpoznanie choroby, bo ten rak ma dużą skłonność do przerzutów do innych narządów.

Urolog, bądź androlog, dokładnie zbada jądra i w razie wątpliwości zleci dodatkowe badania (analiza krwi, oznaczenie wybranych markerów nowotworowych, badanie ultradźwiękowe i tomografię komputerową, zdjęcie rentgenowskie klatki piersiowej w celu wykluczenia przerzutów).

Chociaż rak jądra to bardzo poważna choroba nowotworowa, ponad 95% pacjentów można całkowicie wyleczyć, jeśli zgłoszą się na czas na leczenie.

To nieprawda, że takie rozpoznanie odbiera młodym panom szansę na ojcostwo. Usunięcie jednego jądra nie prowadzi do zaburzeń seksualnych ani do bezpłodności, ale chemioterapia i radioterapia mogą czasowo uszkodzić materiał genetyczny w zdrowym jądrze i zwiększyć ryzyko wad wrodzonych u dzieci. Zatem z lekarzem prowadzącym trzeba ustalić, od kiedy można zacząć starania o potomstwo.
Źródło: zdrowie.gazeta.pl
Wpis: Lekarz Rodzinny w Manchesterze - Specjalista Androlog dr marek Ciesielski tel. 0161 707 1983, 07955 280 690

Friday, 8 March 2013

Polska Przychodnia Manchester Drugie wydanie magazynu Nasze-UK

Drugie wydanie magaznu NASZE-UK

Marzec 2013
CARTE BLANCHE

DZIEŃ KOBIET•COŚ DLA PANÓW•NA WAKACJE•MOCNO POWIEDZIANE •STOMATOLOG RADZI •BUDOWLANI WYDYMANI

Zapraszamy do lektury

http://issuu.com/zarabiajnareklamietele-wizja/docs/carte-blanche/

Polska Przychodnia Manchester Dla naszych drogich Pań...

Dzień Kobiet

8 Marca, Międzynarodowy Dzień Kobiet.


To jeden z tych dni w roku, który od pewnego czasu wzbudza mieszane uczucia wśród społeczeństwa. Tylko dlaczego?


Czy dlatego, że wtedy wszyscy panowie nagle biegają z kwiatkami?

Czy dlatego, że jest on tylko raz w roku?

A może dlatego, że w swej niewiedzy ludziom kojarzy się ono z socjalizmem i komunizmem z Rosji Radzieckiej i ZSRR?

Sama genealogia tych obchodów sięga starożytnego Rzymu. Matronalia obchodzone były 1 marca i dotyczyły, macierzyństwa i płodności, a panowie obdarowywali swoje małżonki prezentami.

Nowożytny początek Dnia Kobiet to 28 luty 1909 roku, gdy w Stanach Zjednoczonych. Pracownice przemysłu odzieżowego zorganizowały marsz w obronie praw pracowniczych i obywatelskich kobiet. Pochody odbywały się corocznie, aż w 1910 rok Międzynarodówka Socjalistyczna w Kopenhadze ustanowiła to obchodzony na całym świecie Dzień Kobiet.

W powojennej Polsce święto to stało się pożywką dla partyjnej propagandy. Niezliczone ilości goździków, wręczanych przez oficjeli każdej kobiecie i przy byle okazji. To obrazki, które najczęściej pamiętamy z tamtych lat.

Obecnie jednym z zarzutów pod adresem tego dnia, jest ze to komunistyczne święto. Czy to znaczy, ze jak ukończyliśmy studia w ustroju totalitarnym i na uczelni o jakiejś socjalistycznej nazwie, to mamy nie respektować teraz jej dyplomów?

Panie zarzucają nam, iż tylko w ten dzień panowie sobie o nich przypominają. Czy to źle? W obecnych zwariowanych czasach, gdy w codziennej gonitwie brakuje nam chwili wytchnienia, tradycja wymusza na nas zatrzymanie i oddanie ukłonu przedstawicielkom płci pięknej. Naszym zdaniem (męskiej części redakcji) nie ma w tym nic złego. Wręcz przeciwnie. My to pochwalamy.

Oczywiście należy pamiętać o naszych Paniach codziennie, a nie tylko od święta! Dlatego z radością przy każdej okazji staramy się je hołubić, a w ten dzień mamy niejaka gwarancje, ze nawet ci najbardziej zapominalscy i zapracowani panowie wykonają ten miły gest.
Zatem ,
Wszystkim Paniom składamy Najpiękniejsze życzenia radości i uśmiechu na co dzień

REK
Wpis: Polska Przychodnia Manchester Eccles - olscy lekarze specjaliści http://Polska-Przychodnia.eu

Thursday, 7 March 2013

Polska Przychodnia Manchester Sabotażyści odchudzania - dietetyczne błędy utrudniające chudnięcie

Tym razem już naprawdę nic nie jesz, a kilogramy jak były, tak są i wszystko wskazuje na to, że nie zamierzają się nigdzie wybierać? Sprawdź, jakie są powody braku efektów odchudzania i co sabotuje twoje działania.

Dieta cud - co 3. osoba jeszcze po niej przytyje


Zaciśniesz pasa i przez kilka do kilkunastu dni będziesz jadł (a raczej nie jadł) zgodnie ze wskazaniami wybranej diety-cud? Krótki czas spożywczej abstynencji, trochę cierpienia i staniesz się właścicielem figury marzeń. Czy aby na pewno?

Badania pokazują niezbicie, że w przypadku 35 proc. osób odchudzanie z pomocą diety- cud trwające około 15 dni kończy się podwójną porażką. Co 3. osoba po dwutygodniowym reżimie nie tylko odzyskuje utracone w mękach kilogramy, ale jeszcze dorabiają się kolejnych.

Jedynie co piątej kobiecie udaje się utrzymać efekty restrykcyjnej diety - informuje na podstawie brytyjskich badań Polska Agencja Prasowa. Reszta wraca do poprzednich, niekoniecznie dobrych, nawyków żywieniowych. Ile czasu trzeba, aby kobieta po diecie powróciła nie tylko do poprzedniego sposobu odżywiania, ale i starej wagi? Okazuje się, że zajmuje to średnio 22 dni.

Rezygnowanie ze śniadań = o 1/5 większy lunch


Noc oznacza długotrwałą przerwę (ok. 8-12 godzin) w dostawie składników pokarmowych i energii. Poziom glukozy we krwi obniża się, a nad ranem zapasy paliwa zasilającego każdą komórkę ciała są już na wyczerpaniu. Jeśli na dzień dobry nie zatankujesz organizmu w składniki odżywcze, będzie działał na oparach lub wręcz na pustym baku.

Z badań przeprowadzonych przez naukowców z Imperial College London wynika, że osoby, które nie jedzą śniadań wykazują zdecydowanie większe zainteresowanie jedzeniem w porze lunchu. Sięgają wtedy po tłustsze i bardziej kaloryczne potrawy niż osoby, które nie rezygnują z porannego posiłku. Wartość kaloryczna lunchu tych pierwszych okazała się o jedna piątą wyższa. Naukowcy zaobserwowali także wyższą aktywność kory okołooczodołowej niejedzących śniadań spowodowaną oglądaniem zdjęć pokarmów.

Stabilny poziom cukru w organizmie i wyciszenie apetytu to jeszcze inne zalety jedzenia śniadań - wskazuje dr Dr Catherine Hankey z University of Glasgow. W przypadku osób odchudzających istotne jest także to, że w wyniku regularnego dostarczania treści pokarmowych wymagających strawienia nie rozleniwia się metabolizm.

Bezmyślne podjadanie - Polak grzeszy na słodko


Na śniadanie jesz otręby, na obiad i kolację chude mięso i warzywa, a waga ani drgnie? No dobrze, a pomiędzy? Ciasto, które koleżanka przyniosła do pracy, czekoladę, która leży na biurku, kanapkę przed komputerem, a wieczorem krakersy do filmu. Bilans kaloryczny często nabijają nie zasadnicze posiłki, a wszystko co bezwiednie jemy w międzyczasie. Co podjadają Polacy? Okazuje się, że mamy słabość do słodkości.

Z badań CBOS przeprowadzonych w 2010 r. wynika, że co piąty rodak codziennie spożywa słodycze i pieczywo cukiernicze między posiłkami. Prawie co trzeci podjada tego rodzaju produkty kilka razy w tygodniu, a prawie co 4. kilka razy w miesiącu. Tylko trochę ponad 10 proc. twierdzi, że nie podjada słodkości między głównymi daniami.

Mniej licznych zwolenników mają słone przekąski. Do codziennego przegryzania chrupek i chipsów przyznaje się tylko 3 proc. Polaków, kilka razy w tygodniu natomiast sięga po nie co dziesiąty z nas. O ile jednak można powiedzieć, że słodycze podjada w mniejszym lub większym stopniu niemal cały kraj, o tyle po słoności w ogóle nie sięga aż 56 proc. rodaków.

Badacze wykazali, że gdy dodatkowo jemy, wykonując inne czynności, np. oglądając telewizję, pracując czy korzystając z komputera, jesteśmy na tyle rozproszeni, że nie mamy świadomości, ile zjedliśmy, a potem odczuwamy większy głód. W jednym z eksperymentów udowadniających tę tezę, eksperci podzielili badanych na dwie grupy. Pierwsza miała spożyć 9-daniowy obiad, jednocześnie układając pasjansa na komputerach. Druga - skupiając się tylko na posiłku. Następnie po 30 minutach wszyscy zostali zaproszeni na degustację ciastek. Okazało się, że osoby z pierwszej grupy zjadły w jej trakcie prawie dwa razy więcej ciastek (52 g) niż te z grupy drugiej (27 g). Uczestnicy, którzy jedli nierozpraszani przez inne czynności byli także w stanie z większą precyzją podać kolejność potraw, a autorzy badania sądzą, że ich zdolność odczuwania doznań trzewnych wywołanych trawieniem posiłku była większa, przez co czuli się bardziej syci.

Folgowanie sobie produktami "light" - złudzenie lekkości


Prawie 4 na 10 osób poszukuje w supermarketach żywności niskotłuszczowej, ubogiej w cukry, z ograniczoną liczbą kalorii - informują brytyjskie statystyki. Mamy wrażenie, że w ten sposób odżywiamy się dietetycznie, zdrowo i lekko. W rezultacie: bardzo często zjadamy więcej i zdecydowanie nie najlepiej. To znaczy?

Produkty light muszą zawierać przynajmniej o 30 % mniej kalorii niż te tradycyjne, żeby mogły nosić takie miano. Tajemnica słodkości bez dodatku cukru to zazwyczaj słodziki, w tym najbardziej popularny ponad 200 razy słodszy od białego cukru aspartam. Jego użycie wywołuje wiele kontrowersji, a sam słodzik ma pewnie podobną liczbę zwolenników co wrogów. W latach 90- tych opublikowano nawet pracę wskazującą, że może on wpływać na rozwijanie się nowotworów mózgu u człowieka. Wyniki te nie zostały jednak udowodnione naukowo. Za to inne badania pokazują, że spożywanie produktów, w których składzie jest się znajduje, może znacznie zwiększać nasz apetyt. Oszczędzamy kalorie, ale mamy ochotę na dużo więcej później - twierdzą naukowcy. Co z tłuszczem?

Dietetycy z reguły zalecają ograniczanie jego ilości w menu. Odchudzony nabiał, chude mięso to zdecydowanie dobry wybór. Co jednak ze słodkimi serkami, czekoladowymi deserami, które kuszą ograniczoną, często nawet do zera, zawartością tłuszczu? Jak wyprodukować coś beztłuszczowego, co wciąż będzie atrakcyjne dla kubków smakowych? Takie produkty bardzo często mają w składzie większą ilość cukru. Wybierasz serki homogenizowane bez tłuszczu albo majonez light? Porównaj ich skład do tradycyjnych odpowiedników. W wielu przypadkach będą miały nie tylko więcej węglowodanów, ale również chemicznych dodatków. W ten sposób zyskują na smaku, choć w rezultacie nie zawsze są lepsze czy zdrowsze niż ich pełnotłuste odpowiedniki.

Brak zaplanowanych zdrowych przekąsek między posiłkami


Z jednej strony - nieświadome podjadanie, wchłanianie mimochodem pożywienia, o którym potem nawet nie pamiętamy. Z drugiej strony małe, wcześniej zaplanowane przekąski między głównymi posiłkami, które utrzymują poziom cukru we krwi na stałym poziomie, chroniąc przed napadami głodu i są przyjemnym akcentem w ciągu dnia.

Małe porcje pokarmów jako drugie śniadanie i podwieczorek pozwolą zachować pożądane tempo metabolizmu. Szczególnie, jeśli będą bogate w białko. Badania dowodzą chociażby, że osoby, które zjadają między posiłkami małe porcje orzechów są zazwyczaj szczuplejsze niż te, które tego nie robią (dietetycy zalecają jednak nie zjadać więcej niż 10-15 sztuk, bo są dosyć tłuste). To tylko jedna z propozycji wartych uwagi.

Dobrze sprawdzi się także np. mała kromka pełnoziarnistego chleba z cienką warstwą masła, polędwicą lub jajkiem i pomidorem czy serek homogenizowany z migdałami i owoc. Wiele osób chwali sobie owoce jako sycące i niskokaloryczne przekąski. Za sprawą błonnika dają uczucie pełnego żołądka, a zawarta w nich glukoza szybko dodaje energii. Według CBOS prawie 35 proc. Polaków codziennie zjada owoce między posiłkami. Niespełna 40 proc. robi to kilka razy w tygodniu.

Innym sposobem na podjadanie jest picie soków warzywnych, np. pomidorowego. Ponoć osoby, które popijają warzywne soki, zjadają 135 kcal dziennie mniej.

Korzystanie z barów szybkiej obsługi = 5 kg do przodu


Osoby, które jedzą fast foody częściej niż 2 razy w tygodniu tyły średnio o 4.5 kg więcej niż ci, którzy raczyli się nimi rzadziej niż raz w tygodniu niezależnie od liczby przyjmowanych kalorii - pokazują długoterminowe badania cytowane przez serwis "webmd".

Jeśli masz słabość do jedzenia typu fast food, lepiej zakasaj rękawy i zabierz się za produkcję własną. Potraw serwowanych w barach szybkiej obsługi nie gubi sam pomysł na dania, a ich jakość i sposób przyrządzenia. Po pierwsze góry soli zatrzymującej wodę w organizmie i prowadzącej m. in. do nadciśnienia tętniczego i zmian miażdzycowych (czytaj więcej o zdrowotnych właściwościach soli ). Według Światowej Organizacji Zdrowia WHO nie powinniśmy dostarczać sobie więcej niż łyżeczka soli dziennie. Tymczasem już jeden burger z przeciętnej budki z szybką obsługą bądź tę dawkę pokrywa, bądź nawet ją przekracza.

Kolejne trujące substancje z fast fooda to niezdrowe tłuszcze, w tym zabójcze kwasy tłuszczowe trans powodujące zlepianie tętnic, zatory, wylewy czy miażdżycę. Naukowcy przestrzegają również, że są odpowiedzialne za gwałtowne przybieranie na wadze, a nawet postępującą obecnie epidemię otyłości. Ogółem: stanowią dużo większe zagrożenie dla zdrowia niż odzwierzęce tłuszcze nasycone. Bary szybkiej obsługi pozostają poza kontrolą i często nie widzą nic niestosownego w stosowaniu zabójczych utwardzanych wodorem olejów roślinnych.

Wyjście: prawdziwa pełnoziarnista bułka, mięso wiadomego pochodzenia i składu oraz dużo warzyw.

Obieranie nierealistycznych celów i brak planu - zmiana to proces


5 kg w tydzień, 10 w miesiąc - postanawiasz i już masz w oczach swoje nowe jędrne ciało? Najczęściej oczekujemy, że po podjęciu decyzji niczym za dotknięciem magicznej różdżki nasze życie się odmieni. Zazwyczaj jednak tak się nie dzieje, a my czujemy żal. Bo właściwie dlaczego się nie udało? Powodów jest kilka.

- Każda zmiana to złożony, wieloetapowy proces, na który wpływa wiele czynników od poczucia własnej skuteczności, czyli na ile uważam, że mi się uda poprzez motywację aż po precyzyjne rozplanowanie działań i umiejętność radzenia sobie z nawrotami - zaznaczają psycholodzy. Plan pozwala nam przełożyć decyzję ?chcę? na rzeczywiste działania, jest odpowiedzią na pytanie ?jak??.

Jak powinien wyglądać dobry plan? Przede wszystkim musimy precyzyjnie ustalić, co jest naszym celem, do czego dążymy. Ogólnikowe odpowiedzi tj. "chcę schudnąć" czy "chcę być szczupły" uznajemy za niebyłe, bo tak naprawdę niewiadomo, co to oznacza. Zacznij od tego, żeby zdefiniować, co się dla ciebie kryje pod kluczowymi terminami i koniecznie określ, w którym momencie będzie można uznać, że osiągnąłeś swój cel. Ile chcesz stracić na wadze i w jakim czasie, np. 4 kg w miesiąc od tego poniedziałku, tj. do wagi np. 55 kg.

Bardzo istotne jest to, żeby cel był realny, a nie życzeniowy. Inaczej po prostu go nie wykonasz i ucierpi na tym twoje poczucie własnej skuteczności. To natomiast może się przełożyć na niechęć do ponawiania prób - bo przecież i tak nigdy się nie udaje. Daj sobie szansę na osiągnięcie sukcesu - dostosuj zamiar do możliwości i okoliczności zewnętrznych.

Myśląc o planie, myśl o przeszkodach - one bowiem są częścią zwykłego życia. Proszona kolacja u teściów, brak funduszy na karnet do siłowni - uwzględnij wszystko, co może stać na drodze realizacji celu i zaplanuj, w jaki sposób wyjść obronną ręką lub zminimalizować szkody.

Picie zbyt małej ilości wody i zastępowanie jej słodkimi napojami - nawet 500 kcal na plusie


Badacze wskazują, że wypijanie ośmiu i więcej szklanek wody dziennie sprawia, że spalamy więcej kalorii - informuje American Journal of Clinical Nutrition.

Naukowcy z Uniwersytetu w Północnej Karolinie udowodnili, że picie wody zamiast słodzonych soków i napojów gazowanych pozwala stracić 5 proc. wagi ciała w ciągu pół roku. Osoby z nadwagą i otyłością, które przez ten czas zamieniły słodkie napoje na wodę nie tylko schudły najwięcej, ale także były lepiej nawodnione i miały niższe stężenie glukozy we krwi - relacjonuje Deborah Tate, autorka badania.

Jeśli masz w zwyczaju nawadniać się za pomocą słodkich płynów, miej na uwadze, że litr soku pomarańczowego dostarcza ci około 500 kcal, czyli tyle co 5 kromek chleba. Przeciętna kawa latte to koszt rzędu mniej więcej 200 kcal, a w wersji na słodko, z bitą śmietaną, syropami i posypkami nawet dwa razy więcej. Wniosek: przyswajasz dużo cukrów prostych, kalorii, jednak zamiast na efekt sytości, możesz prędzej liczyć na spadek poziomu cukru we krwi i chętkę na co nieco.

Źródło: gazeta.pl
Wpis: Polska Przychodnia Manchester - Polski Dietetyk tel. 0161 707 1983, 07955 280 690

Tuesday, 26 February 2013

Polska Przychodnia Manchester Psychoterapia dzieci

Kiedy terapia dziecka jest konieczna i czy jest to metoda skuteczna w procesie leczenia dzieci z zaburzeń i trudności natury psychicznej? W jaki sposób wybrać psychoterapeutę, który będzie w stanie pomóc naszemu dziecku? Czy psychoterapia dziecka zawsze musi odbywać się w towarzystwie członków rodziny, czy jest to wręcz nie wskazane?

Psychoterapia dzieci różni się nieco od psychoterapii osób dorosłych. Psychoterapeuta nie może bowiem w kontakcie z dzieckiem wykorzystywać niektórych technik , które wymagają określonego poziomu rozwoju poznawczego lub emocjonalnego. Nie znaczy to jednak, że psychoterapia dzieci nie jest efektywna – różne są tylko metody w niej stosowane.


Podobnie jak w przypadku psychoterapii osób dorosłych, tak i w przypadku psychoterapii dziecięcej, wyróżniamy psychoterapię indywidualną oraz grupową. Dziecięca psychoterapia indywidualna, odbywa się w pojedynkę – przy kontakcie dziecka z terapeutą (bez udziału rodziców). Tak jak i u dorosłych, podstawą leczenia jest nawiązanie więzi między terapeutą a dzieckiem i zdobycie zaufania dziecka. Poza rozmowami, w kontakcie z dzieckiem, psychoterapeuta wykorzystuje również różne formy zabawy, aktywności fizycznej (np. rysowanie, śpiewanie, budowanie, odgrywanie ról poprzez zabawki). Te elementy zabawy, pozwalają psychoterapeucie zrozumieć potrzeby dziecka, a dziecku przepracować swoje trudności i problemy. Dla osób postronnych, sesja terapeutyczna z dzieckiem może wyglądać jak zabawa, jednak w istocie, odbywa się w trakcie sesji ważny proces zdrowienia.
Co dziecko zyskuje z psychoterapii?

Zauważmy, że dziecko nie przychodzi na psychoterapię gdyż pragnie rozwoju. Najczęściej, decyzja o skorzystaniu z pomocy psychoterapii, to decyzja rodziców i to najczęściej poprzedzona okresem bezsilności i braku umiejętności radzenia sobie z problemami dziecka (np. moczeniem nocnym, depresją, atakami lękowymi, fobią szkolną itd.). Dziecko nie jest więc świadomym uczestnikiem psychoterapii, które ma poczucie, że przychodzi na psychoterapię dlatego, by lepiej radzić sobie ze swoimi trudnościami. Dziecko jest w tym układzie odbiorcą sytuacji, co oczywiście nie zmienia faktu, że niesie ona ze sobą wiele pozytywnych zmian dla dziecka. W ramach psychoterapii dziecko uzyskuje wsparcie, nabiera pewności siebie, uczy się nowych rozwiązań problemów i trudności z codziennego życia, zaczyna lepiej rozpoznawać emocje swoje i innych.
Pomoc rodziców w psychoterapii

Przy psychoterapii dzieci, szczególnie ważna jest pomoc rodziców. Psychoterapeuta powinien rozmawiać z rodzicami, informować ich o zmianach jakie przechodzi dziecko, edukować rodziców jak z dzieckiem postępować i jak ich własne zachowanie wpływa na zachowanie i emocje dziecka – tylko dzięki takiej współpracy, psychoterapia dziecka może przynieść trwałe efekty.

Do pracy terapeutycznej z dziećmi, przygotowywani są psycholodzy dziecięcy i psychiatrzy ze specjalizacją dziecięco – młodzieżową. Zdarza się też, że psychoterapia prowadzona jest przez psychoterapeutę, który zwykle pracuje z dorosłymi. Zanim zdecydujesz się powierzyć dziecko psychoterapeucie, dowiedz się, jakie doświadczenia związane z psychoterapią dziecka posiada, oraz jakie szkolenia ukończył i w jakiej orientacji psychoterapeutycznej pracuje. Pamiętaj, że jeśli ty nie nabierzesz zaufania do psychoterapeuty swojego dziecka, to praca z dzieckiem może nie być efektywna.
Źródło: psychologiadziecka.org
Wpis: Psycholog Dziecięcy i dorosłych w Manchesterze i Glasgow

Sunday, 24 February 2013

Polska Przychodnia Manchester USG Brzucha i nerek

Dzisiaj od godziny 12:00 do Państwa dyspozycji w Polskiej Przychodni w Manchesterze jest lekarz specjalista, internista który zajmuje się wykonywaniem kompleksowych skanów USG narządów brzucha i nerek

Zapraszamy do rejestracji 0161 707 1983, 07955 280 690